
Na moim kontynencie znikają wydawcy książek i księgarze. Wczoraj rozmawiałam z kuzynką, którą dopiero teraz dowiedziała się, że mój wydawca zbankrutował i zamknął swoje podwoje już w ubiegłym roku. Kuzynka jest zatroskana przyszłością moich nieopublikowanych powieści. Zapewniłem, że nie powinna się troszczyć. Śmierć wydawcy nie jest aż tak ostateczna, jak śmierć księgarni (choć i w tym wypadku śmierć nie oznacza końca książki).
Żyjemy w innych czasach od tych, kiedy opublikowano moją pierwsza powieść. Pisarze i czytelnicy mają teraz dostęp do kanałów i technologii, które nie istniały zaledwie kilka lat temu. Czytnik e-książek, i espresso book machine zajęły miejsce wydawcy. Śmierć tradycyjnego wydawcy nie oznacza końca książki i czytania. Dwa podstawowe filary istnieją nadal: pisarze i czytelnicy. Tak długo, jak są pisarze, którzy piszą książki, oraz czytelnicy, którzy chcą je czytać, książki będą istniały. Wydawcy, z drugiej strony, zostaną pochowani, a więc stanie się jak chciał George Bernard Shaw:
“Sprzeciwiam się istnieniu wydawcy: jedno czym mi się przysłużyli, to że nauczyli mnie obchodzić się bez nich. Łączą handlowe łajdactwo z artystyczną drażliwością, nie będąc ani ludżmi biznesu ani znawcami literatury. Wszystko co jest potrzebne do produkcji książki to pisarz i księgarz, bez pośrednictwa pasożyta.” George Bernard Shaw








