Miesięczne archiwum: Listopad 2010

Jak wyrzuciłem telewizor i zostałem pisarzem

W Bhutanie jest bardzo niska stopa przestępczości, a przestępstwa z użyciem gwałtu są bardzo rzadko notowane. Niemniej, przestępczość wzrasta z roku na rok. Za jej wzrost uważa się coraz bliższy kontakt ze światem zewnętrznym, w tym za pośrednictwem TV…

W czerwcu 1999 r. w Bhutanie po raz pierwszy wprowadzono telewizję. Telewizja była i jest do dziś postrzegana jako niezgodna z kulturą tego kraju, i uważana jest za główny powód wzrostu przestępczości. Kuensel, krajowy dziennik, tak pisał w 2002 roku:

„Po raz pierwszy notujemy rozbite rodziny, uczniów porzucających naukę w szkołach, i przeróżne przestępstwa wśród młodzieży. Zauważamy przestępstwa związane z narkotykami, jakie notowane są i na całym świecie – kradzieże w sklepach, włamania i przemoc.”

Mniej więcej o tej porze roku, przed 10 laty, wyrzuciłem telewizor. Od tego czasu nie oglądam żadnych programów telewizyjnych. Od czasu do czasu wypożyczam jakis film, lub serial, i to cały mój kontakt z tym ogłupiającym pudłem. Czas jaki wygospodarowałem dzięki pozbyciu się telewizora, wykorzystałem dla poświęcenia się pisaniu. Reszta, jak to się popularnie mówi, jest beztelewizyjną historią…

10 lat bez telewizji!

John Wallis, pionier kryptologii

Tego dnia, 23 listopada, urodził się matematyk i pionier kryptologii John Wallis.

W jego czasach większość szyfrów oparta była o doraźne metody oparte na tajnym algorytmie (w przeciwieństwie do systemów opartych na zmiennym kluczu). Wallis zdał sobie sprawę, że te ostatnie zapewniają znacznie większe bezpieczeństwo – nawet określił je jako „nie do złamania”, chociaż nie był w tym twierdzeniu na tyle pewnym aby zrezygnować z używania algorytmów kryptograficznych.

Był zaniepokojony wykorzystaniem szyfrów przez obce mocarstwa, z tego powodu odmówił zaproszeniu nauczania kryptografii na uczelni w Hanowerze.

Jaką pamieć po sobie zostawisz

Przyznam, że do zakupu tej książki skusiła mnie okładka, a raczej nazwisko autora. No, bo jak oprzeć się opisowi o planowanym zatopieniu wsi, spisanym przez Rasputina?! Toż brzmi conajmniej jak Wybawienie, Jamesa Dickey. Tymczasem powieść Walentina Rasputina, Pożegnanie z Matiorą, okazała się liryczną opowieścią o odchodzącym świecie, i następującym nowym. Jest to pochłaniająca opowieść o ludzkich losach, pióra autora, który poświęcił swoją twórczość rozterkom duchowym, oraz problemom etycznym i ekologicznym…

„Powiadasz, że maszyny. Maszyny na was pracują. No, no. Dawno już one nie na was, ale wy na nie pracujecie. A dla nich to dużo potrza! To nie koń, któremu podrzucisz owsa i puścisz go, byle się pasł. One z was wszystkie żyły wyprują, do tego są zdatne.  Jak to szybko biega i ile zagarnia. Ciągnie was do nich. One od was, wy za nimi w pogoń. Dogoniliście czy nie dogonili, a te maszyny już stworzyły następne, już bez was, same je robią. Albo z siebie rodzą, żelazo z żelaza. Te nowe są jeszcze zawziętsze. A wy jeszcze zajadlej musicie gnać, żeby nie zostać z tyłu. Już nie macie głowy do siebie, do człowieka… sami siebie niedługo rozwłóczycie po drodze. Coś tam, żeby szybciej gnać, zostawicie, reszty nie potrzeba. I w dawniejszych czasach ludzie pracowali, nie siedzieli z założonymi rękoma, ale robili to spokojnie, a nie tak. Teraz wszystko biegiem. I do roboty, i do stołu – nigdzie nie ma czasu. Nawet dzieci w biegu rodzą. A ten dzieciak jeszcze nie zdążył się urodzić, jeszcze nie stanął na nogi, a już się zasapał. [...]

Przecież nie trzeba tak postępować, lecieć na oślep. Dlaczego by nie przeżyć życia w jakimś ładzie, pomyśleć, jaką pamięć po sobie zostawisz. A pamięć to wszystko pamięta, wszystko zatrzymuje, nie zgubi ani okruszynki.”

Walentin Rasputin, Pożegnanie z Matiorą.

Dlaczego warto popierać wojny

„Alba zastanawiała się, skąd z dnia na dzień wzięło się tylu faszystów, gdyż w długich dziejach demokracji w tym kraju nigdy nie było ich widać, jeśli nie liczyć garstki oszołomów, którzy podczas wojny, małpując wzory zagraniczne, zakładali czarne koszule i wśród śmiechów i gwizdów przechodniów defilowali z wyciągniętymi ramionami, lecz nie odgrywali żadnej istotnej roli w życiu narodu. Nie mogła też zrozumieć postawy sił zbrojnych, które w większości rekrutowały się spośród klasy średniej i klasy robotniczej i historycznie rzecz biorąc były bliższe lewicy niż skrajnej prawicy. Nie pojmowała stanu wojny wewnętrznej ani nie zdawała sobie sprawy, że wojna jest dziełem sztuki wojskowych, kulminacją szkoleń, złotą broszką ich profesji. Nie są od tego, by błyszczeć w czasach pokoju. Zamach stanu dał im okazję zrobienia użytku z tego, czego się nauczyli w koszarach, ślepego posłuszeństwa, posługiwania się bronią i innych sztuk, które żołnierze mogą opanować, gdy potrafią wyciszyć skrupuły sumienia.”

Dom Duchów, Isabel Allende

Popierajmy wojenne zakusy naszych wodzów, rzeżnię biedaków z odległych krajów, gdyż brak zewnętrznych wrogów prowadzić może tylko do tego aby nasze najemne armie zwróciły lufy karabinów w naszą stronę… ;/

Domowa biblioteka

„Przez lata system edukacyjny przekonywał nas, że najważniejszym czynnikiem dla osiągnięcia wysokiego poziomu wykształcenia było posiadanie wykształconych rodziców. Jednak badania wykazały, że największa różnica polega na dorastaniu w domu, w którym brak książek, a domem w którym znajdują się książki. Posiadanie domowej biblioteki ma większe znaczenie niż pozion wykształcenia rodziców: bez względu czy rodzice zaliczyli tylko 3 lata nauki, czy 15, posiadanie domowej biblioteki składającej się z conajmniej 500 tomów prowadzi do tego, że dziecko pozostaje w systemie edukacyjnym o 3,2 roku dłużej niż dziecko, które nie obcowało z książkami.

Naukowców uderzył wpływ posiadania domowej biblioteki nie tylko na poziom wykształcenia, lecz również na krajowy  PKB, zawód ojca, a nawet na system polityczny kraju.

Posiadanie książek w domu jest dwakroć ważniejsze niż zawód ojca, ważniejsze nawet od tego czy urodziliśmy się w Chinach czy w USA.

Nawet niewielka ilość książek, choćby 20, ma duży wpływ napędowy na edukację dziecka, lecz nie ulega wątpliwości, że im więcek książek posiadasz, tym wieksza korzyść.” mój wolny przekład z: źródło

Gdy książka jest zbyt długa (nie wiń autora)

Felietonista z brytyjskiego „The Guardian” zastanawia się, dlaczego dzisiejsze książki są tak cholernie długie:

„Powieść Tsiolkasa ma prawie 500 stron, Folletta ma około 850 stron. … Czy książki w ogóle podlegają redakcji? … Prawda jest taka, że za wszystkim stoi marketing, a nie wartość literacka.

Słoniowacizna literacka istnieje po obu stronach Atlantyku. W księgarniach USA widać same Big Fat książki. To duch czasu. „Wolność” Jonathana Franzena jest bardzo przyjemną lekturą, ale czy ktokolwiek przeczytał ją do końca? Ta powieść jest co najmniej o 100 stron za długa.” Itd, w tym guście.

Danny Finkleman, jeden z moich ulubionych prezenterów radiowych, zadał niedawno pytanie: Co się stało z tymi 250-stronicowymi powieściami z czasów jego młodości? Przed paroma dniami czytałem „A Choice of Enemies” kanadyjskiego pisarza Mordecai Richlera, powieść z roku 1957 (a więc z czasów młodości Finklemana), o akcji umieszczonej w Europie, wśród kanadyjskich i amerykańskich artystów przebywających na przymusowej emigracji politycznej spowodowanej przez McCarthy’ego i jego kumpli. Bohaterem powieści jest pisarz, autor thrillerów:

„Agent literacki z Nowego Jorku przysłał mu kopię listu od wydawcy. Lubią jego najnowszy thriller, ale chcą, żeby rozszerzył go do co najmniej sześćdziesięciu tysięcy słów.”

60,000 słów to mniej więcej połowa tego co wymaga ode mnie mój wydawca. Sformułuję to inaczej: wydawca nie weźmie pod uwagę powieści, o ile jest ona dostatecznie dłuuuuuga. W ciągu 50 lat objętość książki wzrosła dwukrotnie, pomimo że odeszły w niepamięć czasy Dickensa i pobierania opłat za każde słowo.

Samuel Johnson pisał: „Czy kiedykolwiek napisano coś, co czytelnik pragnął aby było dłuższe, z wyjątkiem Don Kichota, Robinsona Crusoe, lub Wędrówki Pielgrzyma?”

Kiedy książka ciągnie się jak guma i sprawia, że ziewamy, to warto pamiętać, że niekoniecznie jest to winą autora, lecz, jak powiadał Robert Louis Stevenson: „Jeśli gdziekolwiek znajdziecie coś powiedziane w dwóch zdaniach, choć mogło być wyrażone w jednym, to wiedzcie, że jest to robota dyletanta.”

Literatura rozwieje każdą mgłę

Czujesz się czasem zagubionym we mgle? Nie potrafisz zrozumieć otaczającego świata? Literatura rozwieje mgłę! Niedzielna inspiracja:

„Dzieła literackie portretują wzorce myślenia i ukazują normy rządzące społeczeństwem. Przedstawiają obraz różnych aspektów życia zwykłego człowieka. Klasyczne dzieła literackie stanowią materiał do przemyśleń, i są tonikiem dla wyobraźni i kreatywności. Lektura dzieł literackich równa się najlepszej możliwej oświacie.” źródło

Literatura latynoamerykańska, moja pasja

Nie od dziś lubię literaturę latynoamerykańską. Zachłystywałem się nią jako nastolatek, i zaczytywałem później. W ostatnich latach wracam do książek, które już znam. To fascynujaca podróż we własną duszę, i świat wykreowany przez ulubionych autorów. Niektórzy są równie pociągający po latach, inni stali się mniej istotni. Na przykład Vargas Lllosy jak nie lubiłem tak nadal nie trawię, filozofia Borgesa wydaje się teraz płytka, do Marqueza odnoszę się z całkowita ambiwalencją, natomiast Cortazar pozostaje równie fascynujący jak przed laty. Z autorów, których nie lubiłem, Alejo Carpentier zyskał znacznie, niedawno pochłonąłem jego powieści jak szczeniak. Czytam dalej. Na liście znajdują się, między innymi, poniższe nazwiska (jak widać skłaniam się w stronę Meksykańskich pisarzy). Niektóre znam, innych nie mogę się doczekać aby posmakować poraz pierwszy. Zakładam sombrero, i czytam.

Eduardo Galeano
Isabel Allende
Jorge Luis Borges
Macedonio Fernandez (mentor Borgesa)
Ricardo Paglia
Enrique Anderson Imbert
Jose Agustin
Julio Cortazar
Maonica Lavin
Elena Poniatowska (tak, z Tych Poniatowskich)
Alfonso Reyes
Carlos Monsivais
Gabriel Garcia Marquez
Adolfo Sanches Vazquez
Victoria Ocampo
Rebeca Orozco
Eduardo Mallea
Felipe Soto Viterbo
Adolfo Bioy Casares
Boris Vian
Octavio Paz
Farael Ramirez Heredia
Eladia Gonzalez
Ernesto Sabato
Jose Antonio Michel
Alejo Carpentier
Antonio Skarmeta
Gabriela Mistral
Ezequiel Martínez Estrada
Jorge Molist
José Ortega y Gasset
Carlos Fuentes
Raciel Trejo
Guillermo Cabrera Infante
Juan Carlos Onetti
Mario Benedetti
Manuel Peyrou
Jorge Semprun
Francisco Ayala
Leonardo Padura

Książka na 11 Listopada

Pytali mnie wczoraj znajomi jaką książkę polecić na ten smutny dzień (na kontynencie północnoamerykańskim obchodziliśmy Dzień Pamięci / Dzień Weterana, gloryfikujący poległych w wojnach). Tego dnia media prześcigały się w propagowaniu bohaterskiego obywatelskiego czynu jakim jest śmierć w wojnie.

Wybór był oczywisty. Poleciłem Na Zachodzie Bez Zmian, i dodałem jeszcze parę tytułów Remarque: Droga Powrotna, Trzej Towarzysze, Łuk Triumfalny, Czarny Obelisk…

„Teraz dopiero spostrzegam, że jesteś człowiekiem takim, jak i ja. Myślałem o twoich granatach ręcznych, o twym bagnecie i o twojej broni – teraz widzę żonę twoją i twoją twarz i to, co nam wspólne. Wybacz mi, kolego. Zawsze spostrzegamy to za późno. Czemuż nie mówi się nam i nie powtarza ciągle, iż i wy jesteście tacy sami nieboracy, jak my, że matki wasze tak samo się trwożą jak nasze, i że doznajemy jednakiej trwogi śmierci i jednakie mamy umieranie i jeden ból. – Wybacz mi, kolego, jakże też mogłeś być moim wrogiem.

Padł w październiku 1918 roku, w dniu, który był tak spokojny i cichy na całej linii, iż biuletyn armii ograniczył się do tego jednego zdania, iż – na zachodzie bez zmian.

Był nieco przechylony ku przodowi i leżał, niby uśpiony, na ziemi. Kiedy odwrócono go, ujrzano, iż chyba nie mógł długo się męczyć – twarz jego miała wyraz takiego spokoju, jak gdyby był prawie rad, że wszystko to się wydarzyło.”

Erich Maria Remarque, Na Zachodzie Bez Zmian

Sztuka bronią propagandową służb specjalnych

„Przez dziesięciolecia w kręgach artystycznych chodziły słuchy, które teraz zostały oficjalnie potwierdzone, że Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) wykorzystaywała amerykańską sztukę współczesną – m.in. prace takich artystów jak Jackson Pollock, Robert Motherwell, Willem de Kooning i Mark Rothko – jako broń propagandową Zimnej Wojny.

CIA wspierała i promowała modernistyczną sztukę amerykańską. Dlaczego? Ponieważ w wojnie propagandowej ze Związkiem Radzieckim, ten nowy ruch artystyczny mógł być dowodem kreatywności, wolności intelektualnej i kulturalnej potęgi USA. Sztuka rosyjska, związana komunistycznym kaftanem ideologicznym, nie mogła konkurować.

Istnienie tej artystycznej wojny propagandowej, kwestionowane przez wiele lat, zostało niedawno potwierdzone przez byłych funkcjonariuszy CIA. CIA potajemnie wspierała mało znanych artystów nowej amerykańskiej sztuki, w ramach programu znanego pod kryptonimem ‘długa smycz’…” źródło

Dodajmy, że i Hollywood i pisarze wykorzystywani byli (i jak chcą niektórzy nadal są wykorzystywani) w wojnie propagandowej mającej propagować Amerykańskie wartości w świecie.