W Bhutanie jest bardzo niska stopa przestępczości, a przestępstwa z użyciem gwałtu są bardzo rzadko notowane. Niemniej, przestępczość wzrasta z roku na rok. Za jej wzrost uważa się coraz bliższy kontakt ze światem zewnętrznym, w tym za pośrednictwem TV…
W czerwcu 1999 r. w Bhutanie po raz pierwszy wprowadzono telewizję. Telewizja była i jest do dziś postrzegana jako niezgodna z kulturą tego kraju, i uważana jest za główny powód wzrostu przestępczości. Kuensel, krajowy dziennik, tak pisał w 2002 roku:
„Po raz pierwszy notujemy rozbite rodziny, uczniów porzucających naukę w szkołach, i przeróżne przestępstwa wśród młodzieży. Zauważamy przestępstwa związane z narkotykami, jakie notowane są i na całym świecie – kradzieże w sklepach, włamania i przemoc.”
Mniej więcej o tej porze roku, przed 10 laty, wyrzuciłem telewizor. Od tego czasu nie oglądam żadnych programów telewizyjnych. Od czasu do czasu wypożyczam jakis film, lub serial, i to cały mój kontakt z tym ogłupiającym pudłem. Czas jaki wygospodarowałem dzięki pozbyciu się telewizora, wykorzystałem dla poświęcenia się pisaniu. Reszta, jak to się popularnie mówi, jest beztelewizyjną historią…
10 lat bez telewizji!
W jego czasach większość szyfrów oparta była o doraźne metody oparte na tajnym algorytmie (w przeciwieństwie do systemów opartych na zmiennym kluczu). Wallis zdał sobie sprawę, że te ostatnie zapewniają znacznie większe bezpieczeństwo – nawet określił je jako „nie do złamania”, chociaż nie był w tym twierdzeniu na tyle pewnym aby zrezygnować z używania algorytmów kryptograficznych.
„Powiadasz, że maszyny. Maszyny na was pracują. No, no. Dawno już one nie na was, ale wy na nie pracujecie. A dla nich to dużo potrza! To nie koń, któremu podrzucisz owsa i puścisz go, byle się pasł. One z was wszystkie żyły wyprują, do tego są zdatne. Jak to szybko biega i ile zagarnia. Ciągnie was do nich. One od was, wy za nimi w pogoń. Dogoniliście czy nie dogonili, a te maszyny już stworzyły następne, już bez was, same je robią. Albo z siebie rodzą, żelazo z żelaza. Te nowe są jeszcze zawziętsze. A wy jeszcze zajadlej musicie gnać, żeby nie zostać z tyłu. Już nie macie głowy do siebie, do człowieka… sami siebie niedługo rozwłóczycie po drodze. Coś tam, żeby szybciej gnać, zostawicie, reszty nie potrzeba. I w dawniejszych czasach ludzie pracowali, nie siedzieli z założonymi rękoma, ale robili to spokojnie, a nie tak. Teraz wszystko biegiem. I do roboty, i do stołu – nigdzie nie ma czasu. Nawet dzieci w biegu rodzą. A ten dzieciak jeszcze nie zdążył się urodzić, jeszcze nie stanął na nogi, a już się zasapał. [...]
„Alba zastanawiała się, skąd z dnia na dzień wzięło się tylu faszystów, gdyż w długich dziejach demokracji w tym kraju nigdy nie było ich widać, jeśli nie liczyć garstki oszołomów, którzy podczas wojny, małpując wzory zagraniczne, zakładali czarne koszule i wśród śmiechów i gwizdów przechodniów defilowali z wyciągniętymi ramionami, lecz nie odgrywali żadnej istotnej roli w życiu narodu. Nie mogła też zrozumieć postawy sił zbrojnych, które w większości rekrutowały się spośród klasy średniej i klasy robotniczej i historycznie rzecz biorąc były bliższe lewicy niż skrajnej prawicy. Nie pojmowała stanu wojny wewnętrznej ani nie zdawała sobie sprawy, że wojna jest dziełem sztuki wojskowych, kulminacją szkoleń, złotą broszką ich profesji. Nie są od tego, by błyszczeć w czasach pokoju. Zamach stanu dał im okazję zrobienia użytku z tego, czego się nauczyli w koszarach, ślepego posłuszeństwa, posługiwania się bronią i innych sztuk, które żołnierze mogą opanować, gdy potrafią wyciszyć skrupuły sumienia.”


Nie od dziś lubię literaturę latynoamerykańską. Zachłystywałem się nią jako nastolatek, i zaczytywałem później. W ostatnich latach wracam do książek, które już znam. To fascynujaca podróż we własną duszę, i świat wykreowany przez ulubionych autorów. Niektórzy są równie pociągający po latach, inni stali się mniej istotni. Na przykład Vargas Lllosy jak nie lubiłem tak nadal nie trawię, filozofia Borgesa wydaje się teraz płytka, do Marqueza odnoszę się z całkowita ambiwalencją, natomiast Cortazar pozostaje równie fascynujący jak przed laty. Z autorów, których nie lubiłem, Alejo Carpentier zyskał znacznie, niedawno pochłonąłem jego powieści jak szczeniak. Czytam dalej. Na liście znajdują się, między innymi, poniższe nazwiska (jak widać skłaniam się w stronę Meksykańskich pisarzy). Niektóre znam, innych nie mogę się doczekać aby posmakować poraz pierwszy. Zakładam sombrero, i czytam.
„Teraz dopiero spostrzegam, że jesteś człowiekiem takim, jak i ja. Myślałem o twoich granatach ręcznych, o twym bagnecie i o twojej broni – teraz widzę żonę twoją i twoją twarz i to, co nam wspólne. Wybacz mi, kolego. Zawsze spostrzegamy to za późno. Czemuż nie mówi się nam i nie powtarza ciągle, iż i wy jesteście tacy sami nieboracy, jak my, że matki wasze tak samo się trwożą jak nasze, i że doznajemy jednakiej trwogi śmierci i jednakie mamy umieranie i jeden ból. – Wybacz mi, kolego, jakże też mogłeś być moim wrogiem.
„Przez dziesięciolecia w kręgach artystycznych chodziły słuchy, które teraz zostały oficjalnie potwierdzone, że Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) wykorzystaywała amerykańską sztukę współczesną – m.in. prace takich artystów jak Jackson Pollock, Robert Motherwell, Willem de Kooning i Mark Rothko – jako broń propagandową Zimnej Wojny. 







