Na kontynencie północnoamerykańskim okazja do gęsiej skórki i dreszczu: Halloween. W telewizji i kinach nic tylko horrory. A na półkach księgarskich? Ha, jeśli szukacie książki, która przyprawi was o dreszcze, to polecam tę, o której pewien recenzent wyraził się jak następuje:
„… o wiele bardziej przerażająca niż koszmary z powieści George’a Orwella … teza, iż propaganda, czy to służąca celom dobrym, czy też złym, jest nie tylko szkodliwa dla demokracji, ale być może stanowi największe zagrożenie dla ludzkości we współczesnym świecie.”
Jacques Ellul pisze w książce ‘Propaganda’:
„… propaganda niszczy indywidualność, jest w stanie stworzyć tylko zbiorową osobowość, stanowi przeszkodę dla swobodnego rozwoju indywidualnej osobowości.
Wszędzie spotykamy ludzi, którzy wyrażają jako własne myśli to co zaledwie przed godziną przeczytali w gazetach, a co jest wynikiem potężnej machiny propagandowej. Wszędzie spotykamy ludzi, którzy mają ślepe zaufanie do partii politycznej, generała, gwiazdy filmowej, dla kraju, lub idei, i którzy nie tolerują najmniejszych odstępstw od tego swego swoistego boga. Wszędzie spotykamy ludzi, których świadomość poświęcona jest służbie Wyższej Sprawie, której czują się zmuszeni służyć aż do śmierci, i nie są już zdolni do podjęcia najprostszych, elementarnych, samodzielnych decyzji moralnych lub intelektualnych.
Takich ludzi spotykamy na każdym kroku, i być może sami już nimi jesteśmy, wyalienowani przez dobrze wykonaną propagandę, i dążący do zjednoczenia w kolektywie podobnych nam ludzi.”
Co szczególnie przyprawia o dreszcz przy lekturze książki Ellula, to czarna wizja ludzkości, która przyzwyczajona do wszechobecnej propagandy, nie może już bez niej funkcjonować.
Inny Francuski pisarz, Louis-Ferdinand Celine podsumował to krótko acz dobitnie, chociaż z domieszką męskiego szowinizmu (Dzieci, proszę zamknąć oczy): „Publika jest jak kobieta, która chce aby ją pierdolić.”

„Krystyna, ulubiona agentka Churchilla.
„Jestem autorem bez talentu, który na dodatek nie posiada dostatecznej znajomości własnego języka. Ale to nie ma większego znaczenia. Prawda jest tym, co kompensuje niedostatki autora. Ten wstęp okaże się przydatny, gdyż ostrzega Was, że w książce tej nie doświadczycie oszustwa: nie znajdziecie w niej ani talentu, ani sztuki, tylko prawdę.

Salvatore Giuliano (16 listopada 1922 – 5 lipca 1950) był Sycylijskim chłopem. Jego status społeczny doprowadził go do zostania bandytą i separatystą, i uczynił go mitologicznym bohaterem. Według legendy jest on powszechnie nazywany włoskim Robin Hoodem, który zabierając bogatym, pomagał biednym mieszkańcom regionu.













