
Jestem wielkim fanem ebooków. Lubię je z różnych powodów, w tym dla możliwości odbioru utworów, które z jakichś względów nie mogą znaleźć “tradycyjnego” wydawcy. Od jakiegoś miesiąca jednak nie czytam e-książek. Odpoczywam, a jest to spowodowane, pozwolę sobie nazwać to językiem laika – bólem oczu. Od jakichś dwóch lat czytałem elektroniczne książki, jedna za drugą, nie zdając sobie sprawy ze skutków ubocznych. Przed paroma tygodniami, gdy nie potrafiłem już skoncentrować wzroku na ekranie e-czytnika, postanowiłem zaczerpnąć rady od sąsiada-lekarza zza płota. Dowiedziałem się, że moje narzekania nie są odosobnione. Wiele osób skarży się na ból oczu spowodowany czytaniem na ekranie. Jest to związane z koniecznością koncentracji wzroku na urządzeniu emitującym światło, i to światło nieprzyjazne naszym oczom. Sąsiad – lekarz polecił to co powinien wiedzieć każdy użytkownik e-czytnika, lub komputera, czyli zasadę 20/20/20:
Czytaj e-książki 20 minut, po czym odłóż urządzenie na bok, na 20 sekund, wpatrując się w jakiś punkt odległy o co najmniej 20 stóp, najlepiej na zieleń za oknem.
Na razie nie korzystam z e-czytnika, nadal mam problemy z koncentracją wzroku na ekranie. Przebywanie na świeżym powietrzu, pod gołym niebem, w lesie, pomaga, ale nadchodzi czas, i jest bliski, że zapragnę czytać e-książki. Co wtedy? Czy zmiana urządzenia na posiadające ekran e-ink pomoże? Czas pokaże.









Polecam też sól fizjologiczną w kroplach – kosztuje dosłownie grosze, a pomaga.