Wczoraj wspominałem na Facebooku, że przed tygodniem przyleciały kolibry. Dzisiaj dodam, że w ślad za nimi pojawiły się Monarchy. Mało powiedzieć, że jestem nimi zafascynowany, po prostu porywają mnie na swoich skrzydłach w inny wymiar! Wyobraźcie sobie cudnego motyla wielkości dłoni, który, jak ptak, migruje kilka tysięcy kilometrów z Meksyku do Ontario, potem jego potomstwo leci z powrotem.
Jeśli wybierasz się do Meksyku to machnij ręką na te wszystkie Cancuny, Acapulca, itd, i szoruj do El Rosario w stanie Michoacan. To lepsze niż ósmy cud świata, bo oprócz wrażeń wzrokowych dostarcza silnego przeżycia duchowego. Na szczycie góry, na wysokości 10 tysięcy stóp zimują niezliczone miliony motyli, każda gałązka, każdy liść, oblepione są kiściami, pod których ciężarem uginają się aż do ziemi. W lutym i w marcu, pod wpływem pierwszych ciepłych promieni słońca cała góra ożywa, a niebo pokrywa się chmurą motyli zbierających się do lotu na północ.
Już tu są.









