Mamy ciepłą, słoneczną wiosnę, więc wybrałem się na majówkę i ległem w trawie z dwiema paniami: Emmą Bovary i Eugenią Grandet. Od słowa do słowa poznałem ich świat:
“Czyż może być coś milszego, jak siedzieć z książką wieczorem przy kominku, podczas gdy wiatr bije w szyby, a w pokoju pali się lampa? (…) Nie myśli się wówczas o niczym (…) i tak mijają godziny. Nie ruszając się z miejsca, człowiek przechadza się po krajach, które widzi oczyma duszy, i fantazja, wplatając się w baśń, igra ze szczegółami lub biegnie za głównym wątkiem. I zdaje się nam, że sami jesteśmy bohaterami tych opowieści, że pod ich szatą biją nasze serca.” Flaubert, Pani Bovary
“Mówiąc językiem finansów, pan Grandet miał coś z tygrysa i węża dusiciela, umiał się położyć, zwinąć, przyglądać długo swej ofierze, skoczyć na nią; następnie otwierał paszczę swej sakiewki, wchłaniał porcję talarów i kładł się spokojnie jak wąż, który trawi, nieruchomy, zimny, metodyczny.” Balzac, Eugenia Grandet








