Miesięczne archiwum: Maj 2010

Na skrzydłach motylich w inny wymiar

Wczoraj wspominałem na Facebooku, że przed tygodniem przyleciały kolibry. Dzisiaj dodam, że w ślad za nimi pojawiły się Monarchy. Mało powiedzieć, że jestem nimi zafascynowany, po prostu porywają mnie na swoich skrzydłach w inny wymiar! Wyobraźcie sobie cudnego motyla wielkości dłoni, który, jak ptak, migruje kilka tysięcy kilometrów z Meksyku do Ontario, potem jego potomstwo leci z powrotem.

Jeśli wybierasz się do Meksyku to machnij ręką na te wszystkie Cancuny, Acapulca, itd, i szoruj do El Rosario w stanie Michoacan. To lepsze niż ósmy cud świata, bo oprócz wrażeń wzrokowych dostarcza silnego przeżycia duchowego. Na szczycie góry, na wysokości 10 tysięcy stóp zimują niezliczone miliony motyli, każda gałązka, każdy liść, oblepione są kiściami, pod których ciężarem uginają się aż do ziemi. W lutym i w marcu, pod wpływem pierwszych ciepłych promieni słońca cała góra ożywa, a niebo pokrywa się chmurą motyli zbierających się do lotu na północ.

Już tu są.

Sądź, a będziesz sądzony

„Kara śmierci, wyrafinowane przestępstwo, powolne, zabijające duszę przed ciałem, to zabójstwo z zimną krwią.

Uczestnicy tego dramatu nie czują się przestępcami. Jedni chwytają mordercę, drudzy pilnują, żeby nie uciekł, trzeci sądzą i skazują, a zabija, wiesza, kat. I na tego kata, jakiegoś kretyna, półzwierzę, zwalamy cały koszmar zbrodni. Ja sądzę, że gdyby nie było tego przekazywania z rąk do rąk, gdyby sędziowie sami naciągali stryczek, a prawodawcy własnymi rękami przytrzymywali wyrywającego się śmierci człowieka, wówczas o żadnej karze śmierci nie byłoby mowy. 

Wierzysz w świętą słuszność swoich praw, no to wykonuj wyrok! Skoro podpisujesz wyrok, to również namydlaj stryczek i wieszaj! Jeśli święcie wierzysz w słuszność powieszenia to albo nie pojmujesz koszmaru kary, albo sam jesteś zbrodniarzem.” Michaił Arcybaszew, „Bajka Starego Prokuratora.”

Marijuana bronią służb specjalnych

Autorzy i czytelnicy thrillerów z okresu Zimnej Wojny ucieszą się z nowej lektury: opublikowane dokumenty Departamentu Wojny, dotyczące operacji psychologicznych, takich jak:

MK-ULTRA, program CIA, w którym tysiące niczego nieświadomych osób poddano testom z narkotykami halucynogennymi (patrz eksperymenty z LSD).

Początkowo projekt miał zbadać skutki wstrząsu mózgu, ale bardzo szybko naukowcy zauważyli, że uderzenie w głowę powoduje amnezję, co doprowadziło do badań nad narkotykami, które mogły wywołać podobne skutki bez fizycznej przemocy.

Inny program, MK-OFTEN zaczął się od analizy dopaminy, ale szybko rozszerzył zakres zainteresowań na Ibogaine, środek halucynogenny, a następnie na kilka innych leków, w nadziei stworzenia nowych leków farmakologicznych wpływających na środkowy układ nerwowy i wywołujących zmianę zachowań ludzkich.

Albo moje ulubione doświadczenie: marynarka wojenna prowadziła badania z heroiną i marihuaną w celu rozwiązania języków i pobudzeniu do gadki schwytanych szpiegów i jeńców wojennych…

Dokument PDF.

Leżąc w trawie z Paniami

Mamy ciepłą, słoneczną wiosnę, więc wybrałem się na majówkę i ległem w trawie z dwiema paniami: Emmą Bovary i Eugenią Grandet. Od słowa do słowa poznałem ich świat:

„Czyż może być coś milszego, jak siedzieć z książką wieczorem przy kominku, podczas gdy wiatr bije w szyby, a w pokoju pali się lampa? (…) Nie myśli się wówczas o niczym (…) i tak mijają godziny. Nie ruszając się z miejsca, człowiek przechadza się po krajach, które widzi oczyma duszy, i fantazja, wplatając się w baśń, igra ze szczegółami lub biegnie za głównym wątkiem. I zdaje się nam, że sami jesteśmy bohaterami tych opowieści, że pod ich szatą biją nasze serca.” Flaubert, Pani Bovary

„Mówiąc językiem finansów, pan Grandet miał coś z tygrysa i węża dusiciela, umiał się położyć, zwinąć, przyglądać długo swej ofierze, skoczyć na nią; następnie otwierał paszczę swej sakiewki, wchłaniał porcję talarów i kładł się spokojnie jak wąż, który trawi, nieruchomy, zimny, metodyczny.” Balzac, Eugenia Grandet

„Przedziwna, głęboka ciemność” Kafki

Franz Kafka do Mileny:

„Ja przecież z góry wiedziałem, co będzie w liście, to kryło się przecież we wszystkich listach, kryło się w Twoich oczach — czegóż można by nie dostrzec na ich przejrzystym dnie — w zmarszczkach na Twoim czole, wiedziałem przecież o tym jak ktoś, kto przy zamkniętych okiennicach spędził cały dzień w jakiejś topieli snu, marzenia i strachu, a wieczorem otwiera okno i wcale nie jest zdziwiony, bo z góry wiedział, że teraz jest ciemność, przedziwna, głęboka ciemność.”

Lubię listy Kafki do Felicji i do Mileny. Za młodych lat zachłystywałem się nimi jakbym sam je pisał. Swego czasu podobno „żenowały” czytelników swoją otwartością, nie ma w nich udawania, płyną z serca. Wprowadzają czytelnika w świat myśli i uczuć autora. Pisał o nich Elias Canetti:

„Jeśli o mnie idzie, to mogę tylko tyle powiedzieć, że te listy weszły we mnie jak autentyczne życie i są dla mnie teraz tak tajemnicze i tak swojskie, jakby należały do mnie już od bardzo dawna, odkąd zacząłem próbować innych ludzi wchłaniać całych w siebie, po to, by ich wciąż na nowo rozumieć.”

Lew Tołstoj: Najważniejsze to powiększyć miłość

Wpadła mi w ręce książka, zbiór reportaży pt „Zamek na lewych papierach”. Autorka, Krystyna Kolińska, wybrała się w 1966 roku do Le Puy aby pogrzebać w kuferku Victora Lebrun. Znalazła w nim korespondencję bohatera reportażu z Lwem Tołstojem. Na kilku stronach poznałem fascynującą historię młodego chłopaka, który stał się przyjacielem, powiernikiem i sekretarzem wielkiego pisarza. A zaczęło się od listu, który Lebrun wysłał w wieku 17 lat:

„Godny najgłębszego szacunku Leo Nikołajewiczu. Dziwnym zbiegiem okoliczności XIII tom Waszych dzieł wpadł w moje ręce wkrótce po śmierci mojego ojca. [...] Uderzyła mnie i zachwyciła prostota Waszych myśli, szczerość i precyzja Waszych zachwycających dzieł. [...] Jaką iść drogą? Wy wskazaliście mi pojęcie dobra i zła; zrozumiałem, że nie mogę i nie muszę czynić zła. Lecz co konkretnie i osobiście mam przedsięwziąć, tego nie wiem.” Victor Lebrun, 15 X, 1899.

„Nieznany, młody, drogi przyjacielu. Otrzymałem Twój list, gdy leżałem chory w łóżku. [...] List jest szczery i ucieszył mnie bardzo. Jedno mnie niepokoi: Twój bardzo młody wiek. Nie myślę w tym sensie, że młodość przeszkadza zrozumieć prawdy potrzebne w życiu. [...] Lecz ja obawiam się Twojej młodości, gdyż jeszcze nie doświadczyłeś wielu ponęt świata. Nie miałeś czasu poznać marności rzeczy jego i one mogą Cię jeszcze uwieść i zmusić, abyś wyrzekł się prawdy. [...] Najważniejsze abyś powiększył wokół siebie – miłość.” Twój Lew Tołstoj.

Na fotografii: Le Puy.

Twoje dni są policzone

Co by było gdybyś znał dokładną datę swojej śmierci, gdybyś wiedział, że będziesz żył dokładnie 28, 50, albo 88 lat? Czy byłbyś szczęśliwy? To pytanie zadał Elias Canetti w swojej sztuce „Do Chwili Ostatniej.”

„Wiem jaki wiek osiągniesz, ale nie wiem ile masz lat. To tajemnica, i każdy zachowuje ja dla siebie. Dzięki temu możesz podzielić swoje życie dokładnie tak jak uważasz za słuszne. Nikt nie może ci rozkazać co masz ze sobą zrobić, bo nikt nie wie ile lat życia ci pozostało, i stosownie do tego możesz nim kierować.”

George Bernard Shaw wie jak zakończyć wojny

George Bernard Shaw, przypadkiem i nieco okrężną drogą, znalazł sposób zakończenia wszelkich wojen:

„Służba wojskowa jest kobietom zabroniona, i jest to społecznie niezbędne, gdyż kobiety są zbyt wartościowe aby ryzykować ich życie w wojnach. Gdy dziewięćdziesiąt procent młodych mężczyzn zginie to możemy odrobić straty, ale jeśli zginie dziewięćdziesiąt procent kobiet, to zginie naród.”

Dzisiaj mężczyźni są zbyt tłuści*, i nie nadają się do służby wojskowej, i ich miejsce zajmują kobiety, a mimo to wojny nadal trwają. Ale, gdyby umundurowane kobiety zamordowały swoje własne dzieci, zanim wyruszą do odległych krajów aby mordować cudze dzieci, to chyba wówczas nadszedłby kres wszelkich wojen?

Powyższy cytat pochodzi z książki: „Inteligentnej Kobiety Przewodnik po Socjalizmie i Kapitalizmie”, pióra GB Shaw.

*75% amerykańskich mężczyzn w wieku 17-24 lat nie kwalifikuje się do służby wojskowej ze względu na nadwagę.

Dom miłośnika książek


Nie wiem gdzie to jest, i co to jest (biblioteka?) ale chciałbym mieszkać w domu z książek.

Twórczość w służbie nieczystego zwięrzęcia

Między poważniejszymi książkami, a zwłaszcza po lekturze, która wywarła na mnie duże wrażenie, lubię „odreagować” przy czymś neutralnym, albo już mi znanym i lubianym, jak choćby przy opowiadaniach Turgieniewa lub Czechowa. W niedzielę, przy sześciostopniowym, majowym mrozie i 2 cm śniegu, delektowałem się tym ostatnim:

„Nauka i sztuka, gdy są prawdziwe, nie mają celów doraźnych i osobistych, ale ogólne i wieczne — szukanie prawdy i sensu życia, szukanie Boga, duszy, bo jeżeli naukę i sztukę przypina się do potrzeb chwili, one tylko komplikują, tylko utrudniają życie. Cały rozum ludzki, całą duchową energię pochłania bez reszty zaspokajanie doraźnych, przemijających potrzeb. Uczeni, pisarze i artyści pracują aż miło, przy ich łaskawej pomocy życiowe wygody rosną w szybkim tempie, potrzeby ciała są coraz większe, ale prawda jest wciąż bardzo daleko, człowiek wciąż pozostaje najdrapieżniejszym, najbardziej nieczystym zwierzęciem i wszystko prowadzi ku temu, że przeważająca większość ludzkości w końcu się zdegeneruje i zatraci wszelką żywotność. W takich warunkach życie artysty nie ma sensu, a im jest bardziej utalentowany, tym dziwaczniej wygląda jego rola, ponieważ na dobrą sprawę artysta pracuje wyłącznie dla rozrywki drapieżnego, nieczystego zwierzęcia i tym samym wspiera istniejący porządek rzeczy.” Anton Czechow, Dom z Facjatą.

Na fotografii tabliczka z nazwiskiem na drzwiach mieszkania Czechowa.