Miesięczne archiwum: Kwiecień 2010

Dlaczego warto czytać książki

W USA trwa debata nad tym czy w szkołach warto prowadzić zajęcia z literatury, skoro coraz mniej uczniów i studentów czyta książki. Jeden z publicystów stanął w obronie czytania książek:

„Uzasadnienie czytania książek nie ogranicza się do samego wspierania umiejętności czytania. Dla wielu pokoleń czytanie literatury służyło poznaniu historii swojego kraju i historii świata, to z niej dowiadywaliśmy się o moralności, o dobrych i złych przywódcach, jak również poznawaliśmy niebezpieczeństwo wypływające z dumy, chciwości i innych ludzkich słabości.

Czytanie uczy nas empatii, stawia nas w sytuacji inych osób [...] Społeczeństwo z pewnością może skorzystać z ogólnej empatii. Literatura poszerza nasze życie, pozwala nam wyjść poza własny zamknięty świat, i pozwala nam lepiej poznać samych siebie. Krótko mówiąc, czytanie literatury nie tylko czyni z nas lepszych czytelników, ale czyni z nas lepszych obywateli i przyszłych pracowników, a co najważniejsze, pomaga nam zrozumieć życie.”

Pisarze są żebrakami

Z wypowiedzi Jose Emilio Pacheco, laureata prestiżowej nagrody literackiej imienia Cervantesa [mój wolny przekład]:

„Pisarze są członkami „zakonu żebrzącego”. Życie Cervantesa było pełne upokorzeń i niepowodzeń. To on powinien był otrzymać nagrodę swojego imienia, hiszpański odpowiednik literackiego Nobla. Byłoby to dla niego pociechą w późniejszych latach, gdy, pomimo sukcesu swojej książki, klepał nędzę.

Boli gdy się pomyśli, że Lope de Vega upokarzał się przed książętami, hrabiami, czy markizami.

Dzisiaj zmieniły się tylko nazwiska. Prawie wszyscy pisarze, czy chcą czy nie, należą do zakonu żebrzącego. To zjawisko ma swoje źródło datujące się na 2,000 lat, a nabrało pędu wraz ze wzrostem znaczenia technologii. Ubóstwo pisarzy pochodzi z czasów imperium Rzymskiego, kiedy to August stworzył „rynek książkowy”. Każdy zatrudniony w produkcji wydawniczej, od kopistów, po dostawców papirusu, redaktorów i sprzedawców, otrzymywał „zapłatę”. Jedynymi, którzy byli wykluczeni z możliwości zarobku, byli autorzy, choć bez nich żaden z pozostałych nie miał podstaw bytu. Idealnym przykładem tego niesprawiedliwego systemu był Cervantes.”

Rady dla młodego pisarza

„Nie dowierzaj panującym ideologiom i książętom, trzymaj się z dala od książąt. Strzeż się abyś swej mowy nie zanieczyścił językiem ideologii. Wierz, że jesteś silniejszy od generałów, ale nie mierz się z nimi. Nie wierz, że jesteś słabszy od generałów, ale nie mierz się z nimi. Nie wierz w utopijne projekty, poza tymi, które sam tworzysz. Bądź jednako dumny przed książętami i przed tłumem. Miej czyste sumienie w związku z przywilejami jakie daje ci zawód pisarza. Przekleństwa twojego wyboru nie myl z uciskiem klasowym. Nie daj się opętać pośpiechowi historycznemu, i nie wierz w metaforę o pociągach historii. Nie wskakuj zatem do pociągów historii, to tylko bzdurna metafora. Pamiętaj zawsze, że kto trafi do celu, wszystkiego chybi. Nie pisz reportaży z krajów, w których bywałeś jako turysta. Nie pisz w ogóle reportaży, nie jesteś dziennikarzem. Nie wierz statystykom, cyfrom, publicznym oświadczeniom, rzeczywistość jest tym czego nie widać gołym okiem. Nie zwiedzaj fabryk, kołchozów, zakładów, postęp jest tym czego nie widać gołym okiem. Nie zajmuj się ekonomią, socjologią, psychoanalizą. Nie zajmuj się filozofią wschodu, naukami takimi jak buddyzm, czy zen, masz mądrzejsze zajęcie. Bądź świadom faktu, że fantazja to siostra kłamstwa, dlatego jest niebezpieczna. Nie łącz się z nikim, pisarz jest sam.”
Danilo Kiš

Odkurzone lektury

Zrobiłem sobie krótką przerwę od lektury literatury iberoamerykańskiej, mojej pasji, i zabrałem się do od dawna odkładanych, a dotychczas mi nie znanych powieści E.M. Remarque.

Kocham jego ksiązki o wojnie i jej konsekwencjach na ludzką psyche. To, między innymi, te książki, czytane wcześnie, przyczyniły się do mojej decyzji nie wstąpienia do służby wojskowej. Jestem pierwszym w męskiej linii mojej rodziny, który nie wdział munduru. Powieści te były dla mnie silniejszym elementem mówiącym przeciwko wojnom i nawoływaniu do agresji niż jakakolwiek zorganizowana akcja grup pacyfistycznych. Żałuję, że nie napisał więcej, choć rozumiem presję wydawców, którzy domagali się zmiany tematyki jego książek.

Od dawna zabierałem się do tychże niezwiązanych z wojna powieści, i po licznych próbach odrzucałem, nie smakowały. Brakowało w nich głębi, czy też po prostu serca. W ostatnim tygodniu, i wramach mojej decyzji przeczytania wszystkich, lub jak największej liczby znaczących autorów zanim umrę, pochłonąłem wreszczie te zbierające kurz tomy. Zdania o nich nie zmieniłem. Warto jednak napomknąć, że najciekawszą wydał mi się pierwszy utwór Remarque’a: „Dom Marzeń„. Jest najbliższy temu co przyciąga mnie najbardziej do tego autora: specyficzny klimat i problemy egzystencjalne bohaterów. Zawiera również szereg myśli o twórczości, co zawsze mnie pociąga, zwłaszcza gdy są podobne do moich. Jest coś pocieszającego w stwierdzeniu, że nie jest się samotnym, zarówno w upadkach jak i w uniesieniach zwiazanych z twórczością.

„Praca nie zawiera artyście najwięcej czasu, przeciwnie, najmniej. Pomysł jednak dojrzewa długo i ten okres jest równie ważny. Praca twórcza dzieli się na aktywną i pasywną.”

Dwie z powieści Remarque’a wysyłam do Premiera RP, szczegóły wkrótce pod tym adresem.

Wcześniejsze książki, które udało mi się przeczytać przed śmiercią.

Pisać flakami

Lubię powieści o pisarzach, prawie zawsze znajduje w nich coś z czym identyfikuję się, i co sprawia, że nie tonę w rozpaczy gdy znajduję iż innych dręczą podobne myśli.

„Na razie nie mam ochoty pisać dalej tej powieści, która tak się zaczyna i którą właściwie mam już całą w głowie. Od pierwszej strony do ostatniej. Tylko siąść i pisać. Całym sobą, flakami. Wyrzucić wszystko na papier. Poplamić go krwią, śliną, gównem, moczem, śluzem i łzami. Kiedy później wydawcy patrzy na taki rękopis, nie rozumie, jak ktoś aż do tego stopnia może być świntuchem i niechlujem. A tu tymczasem chodzi o to, Że takiej powieści nie pisze się mózgiem ani ręką. Musisz się obedrzeć ze skóry. Własnoręcznie. Musisz się wypatroszyć, a dopiero potem, z flakami i żywym mięsem na wierzchu, rzucasz się w przepaść powieści. Staczasz się aż na dno, masakrując ciało, i gruchocząc kości o głazy. To jedyny sposób. A jeśli komuś brakuje odwagi, niech lepiej odłoży papier i ołówek. Niech na targu sprzedaje pomidory lub zajmuje się handlem nieruchomościami.”

Pedro Juan Gutierrez, „Tropikalne Zwierzę”.

Krótkie życie, długa lista lektur

Właśnie uderzyło mnie, że życie jest cholernie krótkie, po prostu za krótkie, żeby przeczytać te wszystkie wspaniałe książki dotychczas napisane, i które jeszcze powstaną. Niniejszym więc pozbywam się szeregu zajęć kradnących czas i zabieram się do pochłaniania klasyki światowej literatury. Brzmi to jak ciężka robota, ale zapewniam, że głód jaki czuję pod tym względem nie wypływa z potrzeby pracy, lecz zaspokojenia namiętności do pięknego słowa i inspiracji dobrą opowieścią.

Zaczynam od:

The Unofficial History of the World of the Literati || Nieoficjalna historia świata literatów, pióra Wu Ching-Tzu (Wu Jingzi, czy też parę innych wersji tego nazwiska), w której autor poświęca uwagę przyjaciołom i wrogom, naukowcom, którzy borykają się z ciężarem Konfucjańskiego społeczeństwa.

Więcej o autorze

Wyspa Namiętności

Jakiś czas temu trafiłem na wzmiankę o Wyspie Clipperton, nazwaną od imienia pirata, który rzekomo uczynił tu swoją kryjówkę, a nawet (jakże by inaczej) ukrył skarby. Wyspa znana jest też pod bardziej romantyczną nazwą Isla de la Pasión | Île de la Passion, czyli Wyspą Namiętności. Z nielicznych informacji dowiedziałem się mniej więcej tyle:

„W 1708 dwa francuskie statki Princess i Découverte odwiedziły wyspę nadając jej nazwę ‘Île de la Passion’ i zgłaszając do niej roszczenia Francji. Pierwszą ekspedycję naukową odbył Francuz Michel du Bocage w 1725 i mieszkał na wyspie przez kilka miesięcy.

W 1858 wyspa formalnie została zaanektowana przez Francję i wcielona w skład Kolonii Oceanii, czyli późniejszej Polinezji Francuskiej. W latach 1897-1931 wyspa była zajmowana przez Meksyk.”

Niewiele, i niezbyt interesujące. Dopiero historia zamieszkujących ją osób pobudziła moją wyobraźnię, i wzburzyła moje twórcze soki:

„Brytyjska spółka handlowa nabyła prawa eksploatacji złóż guana i zbudowała na wyspie osadę. Tego samego roku, z rozkazu prezydenta Meksuku zbudowano latarnię morską, i zainstalowano garnizon wojskowy pod dowództwem kapitana Arnaud. w 1914 roku na wyspie mieszkało już około 100 osób, mężczyzn, kobiet i dzieci. Co dwa miesiące z Acapulco przysyłano statek z zaopatrzeniem, gdyż na wyspie nie było żadnej wegetacji.

Rewolucja meksykańska sprawiła, że ustały regularne kursy statku zaopatrzeniowego. W 1915 roku wymarła większość  mieszkańców. Do 1917 roku umarli wszyscy mężczyźni, oprócz jednego, latarnika oraz 15 kobiet i dzieci. Latarnik ogłosił się królem. Stał się despotą, dopuszczał się gwałtów na kobietach. Zginął umizgając się do wdowy po dowódcy garnizonu.

W lipcu 1917, pozostałych porzy życiu uratował przepływający okręt Amerykańskiej marynarki wojennej…”

Fascynująca historia, pomyślałem sobie, warta spisania. Potem zapomniałem o wszystkim.

Parę tygodni temu trafiłem na artykuł o pewnej pisarce kolumbijskiej:

„Laura Restrepo jest jedną z tych współczesnych autorów latynoamerykańskich odrzucających zarówno jawny realizm, jak i fantasmagorię. Ich powieści są bardziej sugestywne, pełne mistycyzmu, ironii, efektownej gry literackiej i melancholijnych sekwencji.”

Zabrzmiało obiecująco, więc postanowiłem przeczytać jakąś pracę tej autorki. Jakież było moje zdziwienie, gdy pierwszą książką, która trafiła mi do ręki była… La Isla de la Passion (Isle of Passion), historia kapitana Arnaud i jego żony Alicji, mieszkańców Wyspy Namiętności.

Nie jestem pewien czy istnieje jej Polski przekład, ale polecam tę powieść w jakimkolwiek języku możecie ją przeczytać. Fascynująca lektura!

Tworzę, gdy mnie nie ma

Rozmawiałem z kuzynem, który ma na koncie osiem powieści i scenariuszy,
cieszy się umiarkowanym sukcesem wśród czytelników, którzy znają jego
twórczość. Zapytałem go, między innymi, dlaczego nie bloguje, i nie ma
konta na Facebooku, lub Twitterze. Odpowiedział w sposób, który zrazu
przyjąłem za frazes: jeśli blogujesz to nie piszesz, jeśli tweetujesz,
to nie piszesz, jeśli plotkujesz na facebooku, to nie piszesz, nawet
kiedy siedzisz tu ze mną to nie piszesz, i kiedy czytasz jakieś
romansidło, to też nie piszesz…

Ho, ho, ho, Kochasiu, nie tak prędko, odpowiedziałem. Z tego co mi tu
prawisz oznacza, że twórczość pisarską sprowadzasz wyłącznie do
zapisywania.

Błysnął dziurą w zębach. Nie, pytałeś mnie najpierw o to jak godzę życie
małżeńskie i pracę na uniwersytecie z płodnością literacką.
Odpowiedziałem zbiorczo na te pytania, i wyprzedziłem ewentualne
następne: aby być wydawanym musisz pisać zamiast gadać o pisaniu.

Bez wątpienia kuzyn ma rację w tym względzie, niemniej ubyło pół butelki
zanim dotarło do niego o co mi chodzi. Nie samo zapisywanie jest pracą
twórczą. Owszem, słowa na papierze, czy też na ekranie, prowadzą do
wydania utworu. Nie znaczy to jednak, że twórczość sprowadza się
wyłącznie do fizycznego zajęcia jakim jest układanie słów w takiej czy
siakiej kolejności, czy to ołówkiem na papierze, czy też za pomocą
klawiatury. Najlepszym przykładem niech będzie ten podział na dwie
kategorie pisarzy:

  1. Tych, którzy rozpoczynają proces twórczy od notatek
  2. Tych, którzy notują w głowie, z oczyma utkwionymi w suficie, aby
    zabrać się do roboty dopiero wówczas gdy cała, czy też istotna część
    utworu ułoży się w głowie

Należę do tych ostatnich. Bywa, że niepokoi to osoby postronne. Nie
powinno. Siedząc nieruchomo, nieobecny myślami, wcale nie jestem
stuknięty, lub martwy. Po prostu tworzę (chyba, że akurat drzemię).