Choroba psa wytrąciła mnie z równowagi, nie mogłem pisać ani nawet
czytać. Teraz gdy nastąpiła poprawa nareszcie udało mi się zabrać do, i
utrzymać przy lekturze. Czytam The Lacuna, pióra Barbary Kingsolver.
Wybrałem tę powieść ze względu na temat: Meksyk, Diego Rivera, Frida
Kahlo, i nade wszystko życie pisarskie.
Bohaterem jest fikcyjny pisarz Harrison Shepherd. Dzieje jego życia,
zwłaszcza dorastanie, to z matką w Meksyku, to znów z ojcem w Stanach,
pozwalają autorce zapuścić się w obszar społeczno politycznych zmian po
rewolucji meksykańskiej (w kontraście z sytuacją w USA), co Kingsolver
próbuje zgłębić wprowadzając jeszcze Leona Trotskiego. Z czasem Harrison
jest prześladowany przez rząd USA ze względu na lewicowe tendencje.
Mało tego: bohater stwierdza, że jest gejem, co zapewne ma za zadanie
jeszcze bardziej unaocznić jego wyobcowanie z otoczenia, jakby samo
życie pisarskie nie wystarczało…
Bardziej interesujące wydają mi się portrety Fridy i Diego (bohater
praktykuje u tego ostatniego). To poprzez obcowanie z tymi artystami,
zwłaszcza z Fridą, której ułomność doprowadziła do wybuchu twórczej
pasji, Harrison buduje własną twórczą drogę.
W sumie ciekawa książka, tym bardziej, że rzadka na amerykańskim rynku
wydawniczym tak stroniącym w ostatnich dekadach od jakichkolwiek aluzji
społeczno politycznych.








