Czytam, a raczej delektuję się książką Mickiewicz, pióra Mieczysława Jastruna. Znalazłem ją na ulicznym straganie w Toronto, i cieszą się, że zabrałem ze sobą na wakacje.
Ta opowieść biograficzna nie idealizuje wieszcza, ani nie czyni z niego romantycznego lovelasa, jak zrobili to inni. Choć są tu kobiety, które w artystycznym i prywatnym życiu Adama odegrały ogromną rolę, i są tu Goethe i Puszkin, to Jastrun celowo odszedł od schematu, i rezultatem jego pracy jest człowiek. Autorowi udało się się przekazać obraz poety jakim był w oczach współczesnych wraz ze słabostkami (jak choćby ubóstwienie, które wcześnie uderzyło mu do głowy, co widać w niezwykłej łasce z jaką przyjmuje herbatę z rąk goszczących go pań) i to stanowi o atrakcyjności tej książki w moich, czytelniczych oczach.
Pisze hrabia Grzymała Jabłonowski: “Szczerze wyznać muszę, iż jeżeli z gorączkową niecierpliwością zbliżyłem się do tej osobistości, to znalazłem ją dla mojej znowu osobistości mało sympatyczną.”









