Miesięczne archiwum: Luty 2010

Pisarzowi niezbędne wielkie Ego

Hiszpański dziennikarz i redaktor Juan Cruz zauwazył, że „pasja i powołanie” pisarzy stanowi o wielkości ich pracy, ale najwazniejsze jest ich ego,” i stwierdził w swojej nowej książce „Egos Revueltos”, że „zazdrość jest jedną z największych wad świata literackiego.”

W roli redaktora, Juan Cruz napotkał ego każdego rodzaju, ale być może „największe” znalazł u Cela, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, „bo wszyscy wokół niego wciąż schlebiali mu, a on to przyjmował z wdziecznoscią”. Niemniej jednak, autor książki „La Colmena” był „bardzo samotnym człowiekiem i bardziej sentymentalnym i podatnym na zagrożenia niż się ukazywał w pracy i prywatnie. Był nieśmiały i przezwyciężal nieśmiałość arogancją.”

Innym pisarzem obdarzonym „bardzo obfitym ego” był Octavio Paz. „Paz nie był skromnym człowiekiem, ani nie uważał za stosowne, aby ukrywać swoją wielkość z fałszywej skromności.” Mówił z przekonaniem o swojej słusznosci, a jego ogromna kultura i inteligencja były niezaprzeczalne, choć był głeboko przekonany, że mało było takich ludzi jak on w całym XX wieku „.

Urugwajski pisarz Mario Benedetti był postrzegany jako skromny, ale posiadał „drażliwe ego: ktore pozostawało przygaszone aż rozpaliła je jakaś iskra. WIECEJ (j ang)

Mickiewicz, „mało sympatyczny”, ale tym bardziej pociągający

Czytam, a raczej delektuję się książką Mickiewicz, pióra Mieczysława Jastruna. Znalazłem ją na ulicznym straganie w Toronto, i cieszą się, że zabrałem ze sobą na wakacje.

Ta opowieść biograficzna nie idealizuje wieszcza, ani nie czyni z niego romantycznego lovelasa, jak zrobili to inni. Choć są tu kobiety, które w artystycznym i prywatnym życiu Adama odegrały ogromną rolę, i są tu Goethe i Puszkin, to Jastrun celowo odszedł od schematu, i rezultatem jego pracy jest człowiek.  Autorowi udało się się przekazać obraz poety jakim był w oczach współczesnych wraz ze słabostkami (jak choćby ubóstwienie, które wcześnie uderzyło mu do głowy, co widać w niezwykłej łasce z jaką przyjmuje herbatę z rąk goszczących go pań) i to stanowi o atrakcyjności tej książki w moich, czytelniczych oczach.

Pisze hrabia Grzymała Jabłonowski: „Szczerze wyznać muszę, iż jeżeli z gorączkową niecierpliwością zbliżyłem się do tej osobistości, to znalazłem ją dla mojej znowu osobistości mało sympatyczną.”

Jak skrócić żonę o głowę

Dziwna instrukcja na drzwiach katedry w Cuernavaca:

Mąż obcinający głowę niewiernej żony?

Lew Tołstoj o służbie wojskowej

Aresztowano dowódcę jednej z największych baz wojskowych w Kanadzie. Pułkownikowi zarzuca się iż zamordował kilka kobiet, zgwałcił inne.

Ludzie zastanawiają się jak to możliwe, żeby tak udekorowany żołnierz, który w dodatku obracał się wśród kręgów cesarskiich (na kilka dni przed aresztowaniem, pułkownik oprowadzał po bazie kilku aparatczyków z Ottawy), mógł dopuścić się przestępstwa.

Lew Tołstoj, który brał udział w imperialnych wojnach, i przeszedł transformację, tak pisze w Zmartwychwstaniu, swojej najlepszej powieści:

Służba wojskowa w ogóle demoralizuje ludzi stwarzając dla tych, co do niej wstępują, warunki zupełnego próżniactwa, czyli pozbawiając rozumnej i pożytecznej pracy, a równocześnie zwalnia ich od ogólnych obowiązków ludzkich, zamiast których wysuwa tylko umowny honor pułku, munduru, sztandaru i – z jednej strony bezgraniczną władzę nad innymi ludźmi, z drugiej zaś – niewolniczą pokorę wobec zwierzchników.

Ale gdy do tego zepsucia, które powoduje służba wojskowa w ogóle – z jej honorem munduru, sztandaru, uprawnieniem przemocy i morderstwa, dołącza się jeszcze zepsucie wynikające z bogactwa i bliskiego obcowania z rodziną cesarską, jak to się dzieje w środowisku wybranych pułków gwardii, gdzie służą tylko bogaci i pochodzący z możnych rodów oficerowie, wówczas owa deprawacja dochodzi u ludzi, którzy jej ulegli, do stanu całkowitego, obłędnego egoizmu.

Rewolucja eKsiążkowa

Rewolucja eKsiążkowa coraz częściej pojawia się na ustach północnoamerykańskich pisarzy i czytelników, wywołując szybsze bicie serca.

Zacznijmy od tych pierwszych. Oto eCzytnik i książka elektroniczna przedstawiają nowe możliwości: powrót do twórczości i pożegnanie z wyrobnictwem. O co chodzi? O AngloAmerykański Model Wydawniczy.

Czytelnicy bloga znajdą wiele moich wpisów na temat wydania książki w Ameryce. Pokrótce: pisarz chcący wydawać musi być fabrykantem, który wykuje produkt pasujący do trybiku jakim jest przemysł wydawniczy. Jest to tym bardziej ewidentne, im bardziej ‘szufladkowe’ powieści piszemy (czyli takie, które zaliczyć można do jakiegoś gatunku, jak thriller, kryminał, romans, itp). I tak, aby wydać, dajmy na to thriller, autor musi wziąć pod uwagę szereg składników, z których jakość jest tylko cząstką (i, jak twierdzą niektórzy, najmniej ważną): długość tekstu (czyt: ilość słów), tytuł (dwa słowa!), bohaterowie (płeć, imiona, rasa), nawet lokalizacja (tylko nie Ameryka Łacińska!). Dzięki eKsiążkom przynajmniej jeden z tych elementów traci na znaczeniu: długość tekstu.

Aby wydać thriller w jednym z głównych domów wydawniczych należy przedstawić manuskrypt o ilości słów około 100,000 – 120,000. Jest to związane z kosztami produkcji i zarobkiem wydawnictwa (tak, ilość stron ma znaczenie przy ustalaniu ceny książki). Nieobeznanym może się to wydawać bez znaczenia, ale w procesie twórczym jest ogromnie ważne, gdy od pierwszego słowa, autor musi tak kierować pracą aby stworzyć książkę o wymaganej ilości słów. eKsiążka eliminuje wiele z tych kosztów, które miały wpływ produkcję ‘tradycyjnej’ książki. Dla wydawcy oznacza to, że, przynajmniej pod tym względem, długość nie ma znaczenia. Dla pisarza oznacza wolność twórczą. Można wylać z siebie, i nie trzeba potem łatać za pomocą zaimków lub opisów przyrody…

A jak to się przedstawia z punktu widzenia czytelnika? Nie trzeba się nad tym długo rozwodzić. Nie chodzi mi tu o doświadczenie jakim jest ‘przyjemność’ trzymania w dłoniach ‘prawdziwej’ książki, czy jak tam różni czytelnicy różnie mówią. Dla mnie, jako czytelnika, eCzytnik oznacza, że nie muszę już martwić się o to, czy powinienem, czy też nie, zacząć pierwszy z siedmiu tomów Prousta, gdyż za dwa tygodnie wybieram się na wakacje, i co ja zrobię, a przecież nie mogę zabrać wszystkich siedmiu!? Nie muszę się zastanawiać czy zdołam unieść i zmieścić się w metrze w godzinach szczytu z Wojną i Pokojem. W pewnych okresach życia czytałem nawet 11 książek jednocześnie, parę stron tej, parę tamtej. Czyż mógłbym zabrać 11 książek na wakacje albo do metra?

Z eKsiążkami / eCzytnikami to wszystko nie ma już znaczenia. Teraz mogę trzymać w kieszeni całą bibliotekę, i zagłębiać się w niej  kiedy zechcę.

Witaj rewolucjo eKsiążkowa!

Domena publiczna nie dla każdego


Jane Austen

The British Library opublikuje ponad 65,000 książek z domeny publicznej, w formacie elektronicznym. Książki można ściągnąć za darmo, jeśli posiadamy eCzytnik Kindle.

Oferta jest sponsorowana przez Microsoft, i w sposób oczywisty wymierzona przeciwko Google Books i iPad.

Powie ktoś, że trudno potępiać projekt umożliwiający dostęp do książek dotychczas pozamykanych w zatęchłych pomieszczeniach, do których nie każdy ma dostęp, lub czas aby się tam pofatygować.
 
Przykład The Birtish Library i Microsoftu jest jednak klasycznym przykładem pazerności korporacji pragnących wycisnąć ile się da, z tego co prawnie już nam się należy za darmo. Zresztą, nie chodzi tylko o pieniądze, gdyż oferując eKsiążki tylko właścicielom Kindle, The British Library de facto uniemożliwia korzystanie z nich zdecydowanej większości czytelników. WIĘCEJ (j ang)

Bój się Facebooka

Holenderskie służby specjalne (wywiad wojskowy i bezpieka) alarmują: ludzie powinni być ostrożni podczas wprowadzania danych osobistych do serwisów społecznościowych takich jak Facebook czy Twitter.
 
W piątek, holenderskie agencje wywiadowcze rozpoczęły kampanię informacyjną o niebezpieczeństwie związanym ze szpiegostwem cyfrowym, przestrzegając, że serwisy społecznościowe roją się od obcych służb wywiadowczych czyhających na nasze dane.

Służby holenderskie opublikowały trzy broszury informacyjne przeznaczone dla grup najbardziej narażonych na szpiegostwo. Broszura na temat „cyfrowego szpiegostwa” opisuje zagrożenie pochodzące od zainfekowanych wiadomości e-mail, stron internetowych, czytników USB (rozdawane jako upominki reklamowe na konferencjach), i o serwisach społecznościowych takich jak Facebook które są źródło informacji dla zagranicznych służb wywiadowczych.

Więcej (j ang)

Gigant literatury radzi młodym pisarzom

Dawno się tak nie uśmiałem jak przy lekturze tej klasycznej książki. Rechotałem do bólu, i w miejscu publicznym, co jednych trwożyło, innych bawiło. Zaśmiewałem się nie tylko z przygód bohaterów, ale i z tych paru słów porady, udzielonych początkującym pisarzom przez giganta literatury:

Najpierw, co się tyczy sonetów, epigramatów i wierszy pochwalnych, których wam brak na początku książki, a które powinny być napisane przez osoby znaczne i utytułowane —zaradzić temu możecie zadając sobie samemu trud napisania ich, potem można je ochrzcić i podpisać nazwiskiem, jakie chcecie, przypisując je Księdzu Janowi Indyjskiemu lub cesarzowi Trebizondy, o których wiem, że — jak wieść niesie —byli słynnymi poetami; a choćby i nie byli, i znalazło się kilku pedantów i bakałarzy, którzy was będą kąsać podstępnie i mruczeć coś o prawdzie, nie dajcie za to i dwóch groszy, bo choćby wam i dowiedli kłamstwa, nie utną wam ręki, która to napisała.

Co zaś do cytowania na marginesie książek oraz autorów, z których czerpać będziecie sentencje i powiedzonka, by zamieścić je w waszej opowieści, nie pozostaje nic innego, jak spożytkować niektóre sentencje łacińskie, które znacie na pamięć — a przynajmniej te, których wyszukanie nie przysporzy wam wiele zachodu.

I tak dzięki tym łacinnikom i innym podobnym, uważać was będą o najmniej za gramatyka, co dziś niemałym jest zaszczytem i korzyścią. Zaś co do not na końcu książki, możecie na .pewno to zrobić w następujący sposób: jeżeli macie wymienić w waszej książce jakiegoś olbrzyma, niechże to będzie olbrzym Goliat, i prawie nic was nie będzie kosztowało dać taki przypis: „Olbrzym Goliat był to Filistyn, którego zabił pasterz Dawid wielkim rzutem kamienia w dolinie Terebizondy, jak to opowiedziane jest w Księdze Królów w rozdziale…”, W którym znajdziecie, że jest to zapisane.

W końcu, aby wydać się uczonym humanistą i kosmografem, postąpicie w ten sposób, aby w opowieści waszej wymieniona była nazwa rzeki Tag. To da wam sposobność do umieszczenia innego słynnego przypisku: „Rzeka Tag została tak nazwana od pewnego króla Hiszpanii. Źródła ma w tym a w tym miejscu, uchodzi do Morza Oceannego obejmując mury słynnego miasta Lizbony. Powszechnie mniemają, że w piasku tej rzeki nachodzi się złoto” itd. Jeżeli mowa będzie o rozbójnikach, dam wam historię Kakusa, którą znam na pamięć, jeśli o rozwiązłych niewiastach, oto biskup z Mondonedo użyczy wam Lamii, Lais i Flory,, który to przypis doda wam wielkiego znaczenia; jeśli rzecz o okrutnicach, Owidiusz dostarczy wam Medei *, jeśli o czarownicach i wiedźmach, Homer ma Kalipso *, Wergili Cyrce *; jeśli o wodzach dzielnych sprawa, sam Juliusz Cezar opowie wam. o sobie w swych Komentarzach, a Plutarch dostarczy tysiąca Aleksandrów. Gdybyście o miłości rozprawiali, przy dwóch uncjach znajomości języka toskańskiego natkniecie się na Leona Hebre, który zadowoli was ponad wszelką miarę. Jeśli jednak nie uśmiecha się wam podróż w obce kraje, we własnym domu macie Cristóbala de Fonseca O miłości bożej, gdzie przeczytać można wszystko, co najbardziej wymyślny człek zapragnąć może w tym przedmiocie.

Krótko mówiąc, jedynym wysiłkiem waszym będzie wymienić te nazwiska i włączyć w waszą opowieść te historie, o których wam tu mówię, zostawiając mi trud dołączenia przypisów i objaśnień; zapewniam was, że zapełnię marginesy i zużyję cztery arkusze papieru na końcu książki.  Przejdźmy teraz do cytatów z autorów, jakie zawierają inne książki, a których waszej brak. Łatwo i temu zaradzić, nic innego nie zostaje do zrobienia, jak wyszukać książkę, która ich wszystkich od A do Z — jak mówicie — wymienia. Potem ten sam spis alfabetyczny umieścicie w waszej książce. I jeśli kłamstwo na jaw wyjdzie niebawem z powodu małej praktyki w posługiwaniu się nimi, to nie ma znaczenia. Może znajdzie się taki nieuk, który pomyśli, że w waszej prostej i szczerej opowieści korzystaliście z nich. A choćby się to na nic innego przydać nie miało, przynajmniej taki obszerny spis autorów doda natychmiast powagi książce. Tym bardziej że nie znajdzie się nikt, kto by chciał sprawdzać, czy wiernie ich przytaczacie, czy nie wiernie, bo mu na tym nie zależy. Tym więcej że o ile dobrze znam się na rzeczy, książka wasza nie potrzebuje nic z tego, czego jej — waszym zdaniem — brak, cała bowiem jest jednym atakiem przeciw księgom rycerskim, o których nigdy ani Arystoteles nie wspomniał, ani św. Bazyli nic nie mówił, ani Cićeron ich nie tykał; i w rachunek jej fantastycznych głupstw nie wchodzi ani ścisłość prawdy, ani obserwacje astrologiczne, ani znaczenia nie mają obliczenia geometryczne, ani zbijanie argumentów, którymi posługuje się retoryka; nie chodzi tu o prawienie nikomu kazania, mieszając ludzkie z boskim, której to mieszaniny żadnemu chrześcijańskiemu umysłowi nie godzi się używać. Powinniście jedynie przy pisaniu korzystać z naśladownictwa dzieł napisanych; im doskonalsze ono będzie, tym lepsze będzie to, co wy napiszecie. A ponieważ wasze dzieło ma na celu jedynie podważanie znaczenia i wpływu, jakie w świecie i wśród ludu mają księgi rycerskie, nie potrzebujecie żebrać sentencji od filozofów, rad od Pisma świętego, pomysłów od poetów, oracji od retorów ani cudów od świętych; należy się starać po prostu za pomocą słów ważkich, przyzwoitych i właściwie użytych, aby wasza wypowiedź i okresy były dźwięczne, uroczyste i barwne, pozwalające uchwycić, o ile możności, waszą intencję i zrozumieć myśli wasze bez zaciemnienia i powikłania. Starajcie się również, aby czytając opowieść waszą smutny się roześmiał, wesołek jeszcze bardziej poweselał, aby się prostaczek nie znudził, wykształcony podziwiał jej pomysłowość, by nie gardził nią człek stateczny, roztropny nie poskąpił jej pochwały. Zaiste, nie żałujcie starań, by zburzyć tę bałamutną machinę ksiąg rycerskich znienawidzonych przez wielu, a przez wielu więcej jeszcze sławionych; jeżeli się to wam uda, będzie to osiągnięcie niemałe.

Autor: Miguel Cervantes

Za bary z cywilizacją

Nikt chyba nie jest aż tak doszczętnie zły, żeby podważać fakt, że człowiek i jego działalność wywierają ogromny, i negatywny wpływ na środowisko naturalne. Wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, lecz tylko garstka czyni kroki mające na celu zminimalizować ich wkład w destrukcję. Osoby indywidualne muszą polegać na własnej inicjatywie, bez poparcia tych, którzy sprawiają, że zniszczenie postępuje w błyskawicznym tempie, i jest nie tylko dozwolone, lecz wręcz do tego zachęcają.

Keith Farnish ma pomysł jak zahamować proces niszczenia środowiska naturalnego. W książce „time’s up” (Najwyższy Czas), autor podaje drastyczny, lecz w jego pojęciu jedyny sposób ochrony Planety i uratowania nas samych, przed nami.

Autor rozpoczął swoją kampanię odłączając przewód elektryczny z elektrowni atomowej, polegając na energii słonecznej; nie kupuje warzyw w supermarketach (średnio, warzywa, zanim trafią na nasz północnoamerykański stół, przebędą 2,500 kilometrów!), lecz hoduje własne; prowadzi kampanię przeciwko motoryzacji, argumentując, że rower jest znacznie lepszym i zdrowszym środkiem lokomocji…

‘time’s up’ nie jest książką poświęconą wyłącznie ochronie środowiska. Autor idzie dalej, znacznie dalej, i bierze się za bary z całą cywilizacją przemysłową. Jego przepis jest prosty: trzeba się wziąć za bary i zniszczyć kulturę konsumencką. Cywilizacja przemysłowa, jak i komunizm, dobrze wygląda na papierze, ale w praktyce zupełnie się nie sprawdza. Prowadzi do samozniszczenia. Należy ją zniszczyć zanim zniszczy nas. Wówczas nie tylko ocalimy środowisko, ale i uwolnimy się z kajdan jakimi jest niepohamowana konsumpcja.

Jeśli przypomina to komuś inne słynne słowa, to ma rację. Podobnie mówił Ojciec Pedro Arrupe gdy wprowadzał Jezuitów na nową drogę, w stronę Teologii Wyzwolenia…

KUP KSIĄŻKĘ

Eksperymenty z LSD przyczyną masowego szaleństwa we Francji

Wywiad Departamentu Stanu otrzymał poufną notatkę od szefa Francuskiego wywiadu, domagającego się wyjaśnień w sprawie amerykańskiego udziału w przypadkach masowego szaleństwa we Francji.

Do zdarzenia doszło w 1951 roku, a opisane zostało w książce traktującej o tajemniczej śmierci amerykańskiego biochemika, pt  A Terrible Mistake: The Murder of Frank Olson and the CIA’s Secret Cold War Experiments.

Masowe szaleństwo dotknęło wówczas około pięćset osób, a spowodowało śmierć co najmniej pięciu. Przez prawie 60 lat tragedię przypisywano spożyciu trującej substancji, najprawdopodobniej spleśniałego chleba zatrutego rtęcią. Książka rzuca nowe światło na to zdarzenie, i sugeruje, że powodem szaleństwa były tajne eksperymenty CIA, przeprowadzane w okolicy Pont-St.-Esprit z użyciem LSD.

Prasa tak wówczas opisywała to co się działo w Pont-St.-Esprit:

„Nie jest to ani Szekspir ani Edgar Allan Poe. To jest, niestety, smutna rzeczywistość panująca wokół Pont-St-Esprit i okolic, gdzie dochodzi do przerażających scen halucynacji. Są to sceny rodem ze średniowiecza, sceny grozy i patosu, pełne złowrogich cieni.” Time Magazine pisał: „Wśród dotkniętych, delirium wzrosło niepomiernie, pacjenci rzucali się dziko na łóżkach, krzycząc, że czerwone kwiaty wyrastają z ich ciał, że ich głowy zamieniły się w roztopiony ołów. Szpital w Pont-Saint-Esprit zanotował próby samobójstwa.” POCZYTAJ WIĘCEJ (j ang)