Miesięczne archiwum: Grudzień 2009

Książki, których nikt nie chce czytać

Rocznie brytyjscy wydawcy usuwają z rynku około 77 millionów niesprzedanych książek.

Przemysł wydawniczy wymaga aby niesprzedane egzemplarze były niszczone.

W praktyce, książki, których nikt nie chce czytać są mielone, lub trafiają na stragany gdzie sprzedawane są za niewielką cenę.

Dane z Publishers Association wskazują, że 77 millionów niesprzedanych książek zostało zwróconych do wydawców w Wielkiej Brytanii w zeszłym roku.

Książki pisane przez gwiazdy są jednymi z najgorzej sprzedających się, np biografia Cherie Blair, za którą otrzymała 1 milion funtów zaliczki sprzedała się  tylko w 23.412 egzemplarzach…

WIĘCEJ (j ang)

Antyamerykanizm w literaturze europejskiej

Kolejny zapłakany jajogłowy z odwiecznym pytaniem „dlaczego nas nienawidzą”, w pracy „Antyamerykanizm w literaturze europejskiej”:

Pomimo kulturowego znaczenia, antyamerykanizm jest ostatnim europejskim szowinistycznym dyskursem, który nie pogrążył się w ogólnej wzgardzie. Europejski antyamerykanizm pojawił się w okresie romantyzmu, osiągnął szczyt w okresie międzywojennym; literatura tego okresu przedstawiała Stany Zjednoczone jako kwintesencję traumatyzmu i niepohamowanego modernizmu, który zniszczy Europę. [...]

Historia literatury anty-amerykańskiej nie została jeszcze napisana. Taka praca może być cennym wkładem do dyskusji, gdyż często spotykamy w literaturze europejskiej fantazje o Stanach Zjednoczonych, marzenia jak i koszmarne sny, przedstawiowne w uwodzicielskiej wersji.

ŹRÓDŁO (j ang)

Współczesny Imperializm

Czytam transkrypt wykładu profesora Noam Chomsky, pod tytułem Modern-day American Imperialism, Middle East and Beyond (Współczesny Imperalizm Amerykański, Bliski Wschód i dalej):

Prezydent Thomas Jefferson powiedział „Nasz nowy naród będzie gniazdem, z którego zaludnione zostaną Ameryka Północna i Południowa,” a wyparci będą nie tylko czerwonoskórzy i hiszpańskojęzyczni mieszkańcy południa, ale także każdy kto wejdzie nam w drogę.

Przeszkodą w osiągnięciu tych celów była głównie Wielka Brytania. W owym czasie Wielka Brytania była najpotężniejszym mocarstwem zbronym na świecie, i powstrzymała zachcianki założycieli amerykańskiego imperium. Zablokowana była inwazja Kanady. Pierwsza próba inwazji Kanady odbyła się przed rewolucją, a później było jeszcze kilka, zawsze blokowane przez brytyjskie siły, i dlatego Kanada jest dzisiaj niezależnym krajem. Stany Zjednoczone uznały istnienie północnego sąsiada dopiero po pierwszej wojnie światowej.

ŹRÓDŁO

Wsadźcie sobie tę umowę!

Ursula K Le Guin zrezygnowała z członkowstwa w Authors Guild, tłumacząc swoją decyzję niezadowoleniem z umowy, jaką ten związek literatów zawarł z Google w sprawie skanowania książek.

„Zdecydowaliście się negocjować z diabłem, i przedstawiliście swoje argumenty w tym zakresie. Chciałabym je przyjąć. Nie mogę.” Le Guin napisała w liście motywacyjnym. „Istnieją zasady, związane przede wszystkim z prawem autorskim, które opuściliście na rzecz korporacji, na ich warunkach, bez walki”. ŹRÓDŁO

Cieszę się, że nie wstąpiłem do tej organizacji, gdyż i mnie nie podoba się umowa, którą podpisali z Google w imieniu swoich członków. Z drugiej strony, nie będąc członkiem nie mogę podrzeć legitymacji, i krzyknąć „Wsadźcie sobie tę umowę!”

E-booki a rozwój mózgu

W artykule poświęconym e-bookom, czyli cyfrowym książkom, specjalistka of spraw rozwoju dziecka bije na alarm: naszemu mózgowi potrzebne jest „głebokie zanurzenie”, niemal medytacyjne doświadczenie jakie uzykujemy czytając tradycyjne, papierowe książki.

Pani profesor posługuje się wynikami pracy, które opublikowała w swojej książce „Proust and the Squid, The story and Science of the Reading Brain”:

„Obawiam się, że w ciągu następnych generacji funkcja mózgu odpowiedzialna za przyjemność czytania stanie się mniej wzbogacona… Nie mówię, że nie należy czytać w internecie… mówię, że musimy zachować to, co najlepsze, czyli przyjemność jaką naszemu życiu daje czytanie książek”

Noc Księgarni

W Buenos Aires obchodzono Noche de las Librerias, Noc Księgarni. Zamkniętą główną ulicę, usunięto samochody a na ich miejscu ustawiono sofy i krzesła, na których przechodnie czytali książki z popularnych księgarni rozmieszczonych wzdłuż ulicy.

Publikacja książki elektronicznej

W ubiegłym tygodniu zadzwoniła do mnie przedstawicielka Kobo Books, największego kanadyjskiego dystrybutora e-booków. Zapronowała żebym wydał swoją poprzednią powieść w wersji elektronicznej. Zaoferowała dość standardowy kontrakt, różniący się od zwykle podpisywanego z wydawcą, sumą (royalty) należną autorowi: 50% od egzemplarza. A zatem majątek, jeśli zważymy, że od papierowej książki autor może liczyć na jakieś 10% (12, jeśli dobrze się napoci podczas ubijania umowy).

Zastanawia mnie, czy dystrybutor zasługuje na swoje 50%? W końcu jego rola ogranicza się do umieszczenia książki w serwisie internetowym. Ewentualne koszty związane są tylko z prowadzeniem serwisu, a więc programerzy, płatności, itp; brak jest kosztów wydania książki.

Później uderzyło mnie jeszcze i to pytanie: dlaczego Kobo zwróciło się z propozycją bezpośrednio do mnie, z pominięciem wydawcy? Jakim sposobem dowiedzieli się, że zachowałem prawa do elektronicznego wydania? Czyżby jakiś serwis monitorujący umowy autorskie, jak nielsen bookscan monitoruje sprzedaż książek? Cieszę się, że udało mi się zastrzec prawo elektronicznej publikacji, gdyż jak widać może być bardzo lukratywne w szybko rozwijającycm się świecie e-booków, ale martwi mnie, że ktoś tam ma wgląd do informacji, które powinny pozostać między mną a wydawcą. Nie wykluczam zresztą, że wygrzebali to na blogu, bo nieraz już o tym pisałem, lub po prostu dzwonią do każdego autora, więdząc, że tym sposobem szybciej osiągną skutek niż dobijając się do drzwi często bardzo niekomunikatywnych redaktorów.

Konrad, szop pracz

W sobotę pojawił się Konrad, jeden z naszych osiedlowych szopów praczy. Wlazł na płot, usadowił się w pojemniku na pelargonie i już tam pozostał. Myśleliśmy, że ktoś go wygnał ze strychu, gdzie szopy zazwyczaj robią sobie legowiska, więc nic sobie z tego nie robiliśmy; czekaliśmy aż pójdzie dalej, ale że mamy mróz, a Konrad dziwnie się zachowywał więc w końcu zadzwoniłem do schroniska. Przyjechali, postawili diagnozę (Konrad nie bał się ludzi, ledwie się ruszał, oczy miał zielone…) : nosówka. Podobno w mieście jest epidemia tego wirusa, i szopy padają prawie masowo (szacuje się, że w Toronto jest ich około 700 tysięcy). Zabrali go, i uśpią jeszcze tej nocy. Żegnaj biedaku…

Markiz de Sade optymistą

„Czy znajdzie się istota na tyle nierozsądna, by uwierzyć, iż ktoś łamiący wszelkie prawa społeczeństwa będzie przez to znieważone społeczeństwo pozostawiony w spokoju? Czyż nie leży w interesie ludzkości i praw, które formułuje ona dla swego bezpieczeństwa, zniszczyć natychmiast każdego, kto zakłóca ich działanie albo wprost godzi w ich egzystencję? Pozycja albo bogactwo mogą czasami zapewnić występnemu przelotny blask powodzenia; jakże krót­kie będzie wszelako jego panowanie! Rozpoznany i zdemaskowany, stanie się wkrótce przedmiotem publicznej nienawiści i powszechnej pogardy; czy znajdzie wtedy apologetów swego postępowania, a choćby i zwolenników gotowych pocieszyć go w chwili upadku? Nikt już nie zechce przyznać się do niego; skoro nie będzie miał niczego do zaofiarowania. wszy­scy porzucą go jak zbyteczny balast; nieszczęścia spadną nań ze wszystkich stron, będzie ję­czał w hańbie i niedoli, a utraciwszy ostatnie oparcie w swym skalanym sercu, skona wkrótce w opuszczeniu i rozpaczy.”

Zdaje mi się, że de Sade przesadził z optymizmem.

Pisarskie dystrakcje

Pisanie powieści w dobie internetowej oznacza ciągłe dystrakcje. Pisarz korzystający z komputera poddany jest presji jaką niesie połączenie internetowe, a co za tym idzie te wszystkie czytniki RSS, Twitter, Facebook i programy generujące najnowsze informacje i pokazujące je co chwila na ekranie.

Jedni twierdzą, że nie ma sposobu aby cofnąć się do ciemnych czasów sprzed internetu, i należy przyzwyczaić się do multitasking, czyli rozproszonej uwagi, i spróbować utrzymać porządek myśli wśród ciągłego bombardowania najczęściej zbędnych informacji.

Inni wymyślili program dla pisarzy, pozwalający blokować te wszystkie wyskakujące okienka, przypomnienia i najnowsze notatki kolegów z Facebook i Twittera. W wersji Mac program nazywa się WriterRoom, a pod windows Dark Room, a jego „zbawcze” działanie polega na przejęciu ekranu komputera, wraz z paskiem notyfikacji, itd, pozostawiając tylko okno zawierające pisaną powieść, jak to było za czasów DOSu.

Zastanawiam się ile „praco-godzin” stracono na wymyślenie programów, ich promocję i gadanie o nich na Facebook i Twitterze, kiedy można po prostu pstryknąć przycisk zamykający połączenie z internetem, jak czynię to ja, acz za późno, bo właśnie straciłem parę minut na niepotrzebne pierdoły.