



Czy zastanawiałeś się jak to jest, że James Bond zawsze otoczony jest pięknymi kobietami? Odpowiedź jest prosta: szpiedzy są najlepszymi kochankami!
Poniższy fragment pochodzi z wykładu GRU, wywiadu wojskowego Rosji, na temat: Jak rozkochać w sobie kobietę i dobrze jej dogodzić…
Kobieta musi wiedzieć, że ją kochasz, że pragniesz jej i cieszysz się nią. Ale jeśli nie powiedzie ci się seksualnie, a do tego sam się w niej zakochasz, to bez zwieńczenia seksualnego wzbudzisz w niej tylko pogardę i nudę. Staniesz się uciążliwy, a nawet znienawidzony, w najlepszym wypadku tolerowany. Zaspokój kobietę seksualnie, a wówczas, nawet jeśli się w niej nie zakochasz, to ona będzie ciebie kochała; miłość kobiety jest bardziej namiętna i mniej samolubna niż mężczyzny… Nauczę was wywołać ten efekt u kobiet, w każdej kobiecie, bez względu na to czy pociąga cię, czy też nie. Ponadto mam zamiar pokazać, jak, przy minimalnym szkoleniu, możesz czynić to wielokrotnie.
Następnie instruktor o kryptonimie Rasputin wprowadza do klasy kobietę, wieśniaczkę…
Jak widać, ona nie jest pięknością, nie pociąga mnie ani trochę. Ale mam zamiar kochać się z nią i dobrze jej dogodzę. … Nadal nie jestem podniecony choć leży obok mnie całkiem naga, ale, oczywiście, muszę się jakoś podekscytować. Teraz, w takim wypadku najlepiej jest spojrzeć głęboko w oczy kobiety, bo to jest niezwykłe jak rzadko spoglądamy kobiecie w oczy, a to oczy, w połączeniu z kontaktem ciała z ciałem, rozbudzają mężczyznę. Gdy tym sposobem uzyskam minimalne podniecenie, i nastąpi fizyczny kontakt z kobietą, to wówczas wzniecę w sobie pożądanie poprzez zmuszenie umysłu do przywołania wizji najbardziej satysfakcjonującego doświadczenie seksualnego jakie kiedykolwiek dostąpiłem, a które chciałbym powtórzyć. Natomiast jeśli dziewczyna, z którą leżę pociąga mnie, ale okoliczności nie pozwalają osiągnąć orgazm, lub czuję, że nadchodzi przedwczesny wytrysk, to muszę skupić umysł na czymkolwiek co jest dla mnie odpychające.
Świadek wspomina…
[...] następnie Rasputin rozpoczął pieścić strefy wzbudzające pożądania u dziewczyny. Z początku ona zdawała się reagować ciężko i powolnie niczym słoń, aż nagle wygięła się do tyłu, dotykając głową dywanu, i zaczęła krzyczeć krzykiem, który zna każdy mężczyzna. Wkrótce krzyknęła ponownie, a następnie zwiotczała, położyła się i pocałowała Rasputina. W ciągu następnych ośmiu godzin Rasputin wziął pięć kobiet, i jasnym było, że każdej z nich obficie dogodził. Sam nie wyglądał na zmęczonego, zupełnie jakby spędził dzień na plaży.
Zamieściłem powyższe w związku z wpadką sekretarza amerykańskiej ambasady w Moskwie, którego przyłapano z „jaskółką”…

Komentowanie nie jest możliwe
Opublikowano Wszystkie
Otagowano Instrukcje, Seks, Seksualność, Szpiegostwo, Służby Specjalne, Służby Wywiadowcze
E.M. Forster pisze w swej powieści, Pokój z Widokiem: Wszystkie współczesne książki są złe, ponieważ pisane są dla pieniędzy.
Zgodzić się muszę z autorem, przynajmniej co do drugiego członu tego zdania, do dziś pozostającego aktualnym. Wystarczy odwiedzić dowolną księgarnię aby wynieść niezachwiane przekonanie, że dostępne książki są w znacznej mierze komercyjne, ale czy złe to już inna sprawa i każdy czytelnik sam musi sobie na to odpowiedzieć. Co mnie sprowokowało do skreślenia tych paru słów to niedopowiedziana sentencja u Forstera: piszemy książki „dla pieniędzy”, czyli komercyjne, ponieważ tylko takie książki wydane będą przez wydawców masowego obiegu. Na palcach jednej ręki wyliczyć można wydawnictwa „not for profit”, które zresztą, podobnie jak wydawnictwa akademickie i naukowe (choć nie wszystkie) wypuszczają książki dla węższego grona czytelników, książki dotowane, eksperymentalne, albo w istocie przedstawiające jakąś (najczęściej nieuchwytną) wartość artystyczną. Niestety jest absolutna prawdą, którą musi przyjąć każdy chcący być wydawanym: trzeba tworzyć utwory, które wydawca uzna „godne” wydania ze względów monetarnych. Domy wydawnicze to nie instytucje dobroczynne finansowane ze zbiórek, lecz przedsiębiorstwa istniejące wyłącznie dla zysku.
Zapyta ktoś: A pisarze? Pisarze piszą dla przeróżnych powodów, najczęściej po prostu dlatego, że muszą (rzecz jasna nie chodzi o przymus zewnętrzny); dla wielu pieniądze są sprawą nie tyle drugorzędną, co po prostu nie wartą aby o niej wspominać. Z owych 10% od egzemplarza zdecydowana większość autorów nie może się utrzymać, stąd tak wielu ludzi pióra tworzących nocą, przy ściemnionym ekranie laptopa, gdyż za dnia zarabiają na chleb stukając w klawiaturę innego rodzaju: na kasie supermarketu.

Jednym z najmniej docenianych faktów dotyczących służb wywiadowczych jest to, że istnieją w, i mają wpływ na, bardzo złożone środowisko, obejmujące wszystko, począwszy od relacji z osobami podejmującymi decyzje, ustawodawcami, służbami wojskowymi, zagranicznymi partnerami, jak i interakcję ze społeczeństwem. Publika jest szczególnie istotnym elementem tego środowiska, jednak w przeciwieństwie do wojskowych służb wywiadowczych, cywilne organizacje wywiadowcze nie mają centrów rekrutacji we wszystkich miastach. W związku z tym, co publika wie i myśli o służbach wywiadowczych zależy w dużej mierze od tego, co znają z filmów i powieści. Jest to szczególnie oczywiste w przypadku Stanów Zjednoczonych, ale podejrzewam, że sprawdza się we wszystkich krajach.
Co widzi i czyta publika to fantazja, w nielicznych wypadkach zmieszana z ziarnem prawdy. Jest to szczególnie oczywiste jeśli chodzi o amerykańskich autorów i reżyserów. Nasz kraj nie wyniósł jeszcze pisarzy szpiegowskich o dojrzałości tak często spotykanej w pracy brytyjskich mistrzów, takich jak John le Carré [...]
Fragment wyniku badań przeprowadzonego przez Centralną Agencję Wywiadowczą (CIA)

Komentowanie nie jest możliwe
Opublikowano Wszystkie
Otagowano CIA, Książki, Pisarze, Szpiegostwo, Służby Wywiadowcze, Wywiad
Drugi Sekretarz (i funkcjonariusz CIA) Ambasady USA w Moskwie przyłapany in flagranti z agentką („jaskółką”) służb specjalnych Rosji:

Moguł medialny, Ruport Murdoch, planuje ściągać opłaty za przywilej przeglądania stron Internetowych kontrolowanych przez swoje imperium dzienników. Decyzja ta wywołała ogromną debatę zarówno w mediach tradycyjnych, papierowych, jak i elektronicznych, Internetowych. Jedni uważają plan „miliardera tyrana” (jak sam określił się w odcinku The Simpsons) za ostatni gwóźdź w trumnie przestarzałego modelu, inni twierdzą, iż potęga Murdocha doprowadzi do rewolucji, która wreszcie pozwoli ciągnąć finansowe korzyści z Internetu.
Żyjąc już ponad dekadę bez gazet i telewizji, zastanawiam się czy decyzja Murdocha stanie się punktem zwrotnym dla tych wszystkich, którzy nadal płacą za codzienną dawkę propagandy? Skąd bierze się ten samozniszczalny pęd? Czy pociąg do dreszczy jakie oferuje ekranowy horror posiada jedno źródło z siłą, która domaga się dreszczy spowodowanych nieustanną polityką strachu przed otaczającym światem, lansowaną przez media, co wydaje się być głównym powodem ich istnienia w dzisiejszych czasach?

Jakiś czas temu, i przez parę lat, mieszkałem w dzielnicy High Park, która przypadkiem jest Polonijnym centrum Toronto. Byłem stałym bywalcem polskich księgarni i bibliotek, zwłaszcza tej na ulicy Roncesvalles gdzie spory wybór polskich książek. W owych latach biblioteka znajdowała się w okresie zmian, remontów i uwspółcześniania zbiorów, co znaczyło iż wiele książek sprzedawano aby zrobić miejsce na nowe. Kupowałem, i przez parę lat zebrałem ponad 2,000 polskich książek i z różnych oddziałów biblioteki, wiele tomów od dawna już niedostępnych w księgarniach. Stałem się codziennym bywalcem, panie znały mnie, i informowały o planowanej wyprzedaży.
Pewnego dnia jedna z pań odciągnęła mnie w kąt i, z krótkim oddechem i łezką w oku, wyszeptała: biblioteka Parkdale oddała do przemiału 5 ogromnych pudeł polskich książek.
Byłem bardzo zły, tak zły, że ówczesny prezes Biblioteki Publicznej Toronto do dzisiaj pamięta moje listy i telefony (zresztą czasem przypominam mu o tym, bo jest moim najbliższym sąsiadem w lasach Kawarthas). Co wówczas osiągnąłem to przeprosiny i wyjaśnienie, że książki zmielono przez pomyłkę. Taaa, 5 ogromnych pudeł same wpadły do mielarki… No, ale niech tam, jakoś przebolałem.
Niedawno wybrałem się z Panem Zdzisiem do biblioteki w polskiej dzielnicy. Wyobraźcie sobie jak się poczułem, gdy miła pani poinformowała nas, że ten oddział nie sprzedaje już książek, oddając wszystkie na przemiał…
Pan Zdzisio musiał wyciągnąć mnie siłą, gdyż pani i tak nie rozumiała dosadnych polskich superlatyw.
Heinrich Heine pisał w XIX wieku: Gdzie palą książki, tam wkrótce palić zaczną ludzi.
Parafrazując można powiedzieć: Gdzie mielą książki…
Pomnik upamiętniający spalenie przez hitlerowców 20,000 książek na Bebelplatz, w Berlinie.



Wczoraj mieliśmy zielone niebo.
Gdzieś niedaleko nas przeszło tornado. W jednej chwili zrobiło się czarno, powietrze było ciężkie, że tylko w nim wiosłować. Zresztą przydałaby się jakaś łajba bo wkrótce lunął deszcz jakiego nie widziałem nawet w tropikach. Po godzinie pokazało się niebo… całkiem zielone!
Miałem ten niezwykły widok przed oczami gdy cały ranek spędziłem na dachu, naprawiając podniszczony komin. Rozmyślałem o scenie, w której pojawi się to zielone niebo, w jakiejś jeszcze nie napisanej powieści. Ale, czy ktokolwiek w to uwierzy?

Znana kanadyjska krytyk literacki narzeka, iż w dzisiejszych warunkach gospodarczych, przy ogromnym wyborze towaru, również na półkach księgarskich, niezwykłego wysiłku potrzeba dla wybrania lektury na sezon ogórkowy; co ma zrobic czytelnik odwiedzający Amazon.com w poszukiwaniu książki, gdzie każdy najnowszy tytuł rekomendowany jest, lub nie, przez rzeszę niewiadomej proweniencji, najczęściej domorosłych krytyków.
Nie będę tu cytował znanej fraszki Sztaudyngera pod adresem krytyków, lecz zapytam, wzorem felietonisty Rabble: coż złego w ponownym czytaniu książek, które już znamy i lubimy? Przyznaję, że często powracam do ulubionych lektur, tak często, że zaznaczam na wewnętrznej stronie okładki daty i wrażenia z powtórnego czytania. To trochę tak jak pamiętnik w którym zapisujemy wspomnienia o wspaniałej kochance. Czemu nie? Dobra książka jest jak kochanka, którą nie możemy się nacieszyć, i liczymi dni kiedy znowu głaskać ją będą nasze palce…
