Miesięczne archiwum: Kwiecień 2009

Elektroniczne zeznania podatkowe

Złożyliśmy zeznania podatkowe korzystając z elektronicznego programu. Korzystamy z tej dogodności od ładnych paru lat. Program podpowiada, koryguje, sprawdza, i na koniec zrzuca plik do odpowiedniego urzędu podatkowego. Niby cacy, ale jest w tym coś co mi się nie podoba.

Papierowe formularze podatkowe nigdy nie stanowiły ulubionego sposobu spędzenia weekendu, oferowały jednak bardzo istotną różnicę, której brak mi w elektronicznej wersji. Na papierowym formularzu zawsze można było dopisać instrukcje dotyczące spożytkowania przez rząd moje ciężko zarobione pieniądze. Przeglądałem właśnie stare sprawozdania podatkowe, na których znalazłem takie oto dopiski instrukcje…

„Nie wyrażam zgody na wykorzystanie moich pieniędzy na wojny, napaści, okupacje, tortury, korupcję lub podtrzymywanie przy życiu przestarzałych gałęzi przemysłu.”

Były też i takie dopiski…

„Załączone pieniądze przeznaczam wyłącznie na publiczną edukację, służbę zdrowia, rozbrojenie, ochronę środowiska, redukcję długów Trzeciego Świata…”

Niestety w elektronicznych formularzach brak miejsca na zamieszczenie jakichkolwiek instrukcji. Brak również miejsca na dopisanie następującej klauzuli…

„W przypadku nie zastosowania się do powyższych wymagań niżej podpisanego obywatela zwalnia się z wszelkich obowiązków podatkowych względem nieetycznej polityki państwa”…

Piractwo książkowe

Przeglądałem Internet w poszukiwaniu plików Linux, open-source, i przypadkiem trafiłem na stronę oferującą wymianę plikami. Pełno tam programów, muzyki, filmów, przeróżnych dokumentów, i ebooków. Wszystkie pliki są bezpłatne, wiele z wygasłym prawem autorskim, więc technicznie mówiąc – legalnie wymieniane, jak np Arystofanes, Demostenes, Jane Austen, itd. Niestety, wśród plików zdecydowana większość to pirackie kopie zastrzeżonych produktów, w tym elektroniczne wersje tysięcy książek, których autorzy nie udzielili zgody na tego rodzaju transfer ich prac.

Muszę tu zaznaczyć, że wielu autorów głęboko wierzy, iż udostępniane elektronicznie książki doskonale służą reklamie i popularyzacji autora, i chętnie zezwoliliby na bezpłatny transfer wcześniej publikowanych utworów, jak np moja kumpelka T Gerritsen, która niedawno „zrzuciła” jedną ze swoich książek do serwisu Internetowego. Ja również zaliczam się do autorów, któremu nie przeszkadza, żeby moje poprzednio wydane książki dostępne były bezpłatnie w Internecie (niestety tu nie zgadzamy się z wydawcą!)

W tym wypadku jednak nawiązuję do książek, których autorzy nie udzielili zgody na ich reprodukcję i darmowy przekaz. Mam tu na myśli pisarzy, a wśród nich wielu moich przyjaciół, których książki wydano dopiero przed kilkoma tygodniami, a elektroniczne ich wersje już znalazły się w Internecie. Jako autor uważam to za jedną z największych pochwał gdy czytelnicy gotowi są poszukiwać mojej twórczości we wszelkich możliwych formach. Niestety, mój wydawca, i każdy inny wydawca patrzy na to całkiem inaczej. Obawiam się również, że dojść może do sytuacji, gdy wydawcy dobrze się zastanowią nad wydaniem produktu, który prawie równolegle z jego wydaniem dostępny jest całkiem bezpłatnie. Z drugiej strony… Może nadejdzie taki czas (wielu powiada, że już nadszedł) gdy znikną wydawcy, a autorzy będą dostaracząc swoją twórczość bezpośrednio do odbiorcy, bez pośrednika, i w formie jaką wybierze czytelnik. Próbuję znaleźć w tym jakiś negatywny kontekst, lecz nie mogę…

PS

Wśród książek zauważonych w Internecie, wiele jest pakowanych w zestawy, jak:

Agatha Christie — 93 książki
P Coelho — 10
Ann Rice — 15
Nora Roberts — 13
Robert Ludlum — 32
Tim Zahn — 22
Clive Cussler — 27
Jonathan Kellerman — 6
Colin Forbes — 7
Alex Kava…
Spośród moich porzyjaciół znajduję:
Tess Gerritsen, Harlan Coben, James Patterson, Meg Cabot, i wielu innych…

Po-Świątecznie

Odpocząłem w Święta. I naprawdę. Nie pisałem i nie odczuwałem z tego powodu najmniejszej winy. Na ogół jakakolwiek przerwa w pisaniu to ogromne wyrzuty, dręczący ciężar na duszy, i nie pomaga maksyma Raymonda Chandlera: „Piszę gdy mogę, a nie piszę gdy nie mogę.” Wielkanoc, i jej znaczenie, podświadomie, lub nie, spowodowała, że bimbałem, i ani myślą nie powróciłem do pracy.

Czytałem. Sporo dobrych rzeczy i sporo chały. Największym zawodem najbardziej polecane książki, te jak choinki obwieszone cytatami słynnych, znanych autorów rozpływających się w superlatywach. Po co to? Nie sprawdza się, a jednak wydawcy nalegają, rozsyłają manuskrypty w nadziei kilku pochwalnych zdań. Ja też dostaję teksty do pochwały, ale nie robię tego. Nie krytykuję kolegów i koleżanek po piórze bo wiem jak ciężka to praca bez względu na wynik. Cóż mi więc pozostaje? Chwalić? Też nie mogę gdy książka nie w moim guście. Odmawiam, i już.
 
Próbowałem też parę ebooków. Nie dałem rady. Brak intymności jaką dać może tylko dobrze wymięta karta książki. Może gdybym dojeżdżał do pracy, metrem, tramwajem, gdzie mało miejsca, i czytanie na maleńkim ekranie bardziej intymne od oddechów współpasażerów? Ale chyba i tego nie czyniłbym. Jazda komunikacją miejską zawsze jest okazją obserwacji bogactwa charakterów…

Pięć odmian szpiega

Znajomość zamierzeń wroga może być osiągnięta tylko za pośrednictwem innych ludzi. Stąd korzystanie ze szpiegów, wśród których rozpoznajemy pięć odmian: Lokalnych, Wewnętrznych, Nawróconych, Zgubionych, Przetrwałych.

Nikt nie powinien odgadnąć, że którykolwiek z tych szpiegów jest w użyciu.

Lokalny szpieg zatrudnia mieszkańców dzielnicy, w której operuje.

Wewnętrzny szpieg korzysta ze źródeł wśród pracowników lokalnej administracji.

Nawrócony szpieg, to wróg przekabacony na naszą stronę.

Zgubiony szpieg dokonuje działań, której mają być zauważone przez wroga w celu jego zmylenia.

Przetrwały szpieg, to szpieg, który przynosi wiadomości z obozu wroga.

Stąd szpiedzy powinni być hołubieni ponad wszystkich służących w armii. Nikt nie powinien być bardziej wynagrodzony niż szpieg.

Sun Tzu: Korzenie Strategii, Sztuka Wojny; 500 lat przed narodzeniem Chrystusa.

Sztuka w Publicznej Ubikacji

Ta umywalka z publicznej ubikacji powoduje, że moja krystalicznie biała, lecz seryjna umywalka domowa wygląda nagle bardzo… szaro:


Ręcznie malowana umywalka z talawery

San Miguel Allende, Mexico

Kuchnia w dobie kryzysu ekonomicznego

Wysłuchałem ciekawą audycję o sposobach przetrwania obecnego tzw „kryzysu ekonomicznego”. Program radiowy posłużył się przykładem grupy „Ruch Radykalnej Oszczędności”, której członkowie imają się takich sposobów oszczędzania, jak gotowanie żyłki dentystycznej dla jej ponownego użycia, lub zadowoleniem się tańszym daniem w restauracji: zamiast 20to dolarowego steku, 3dolarowym daniem z szopa, dydelfa, lub wiewiórki…

Ostatni przykład bardzo mnie zdziwił, i nie wyborem mięsa, lecz restauracji jako sposobu związania końca z końcem. Czyż nie byłoby znacznie ekonomiczniej przygotować własny obiad, zwłaszcza w kraju gdzie sam on wchodzi do garnka, i całkiem za darmo? Wiewiórki, szopy i dydelfy, które stają się popularne w restauracjach, to prawdziwa plaga na kontynencie północnoamerykańskim. Każdy właściciel ogródka lub domu wie co oznacza obecność któregokolwiek z tych zwierząt w pobliżu domu: zniszczony ogród i dziury w dachu.

Z myślą o tychże osobach wygrzebałem więc prawdziwie ekonomiczny sposób przetrwania kryzysu gospodarczego: Dania Zrób to Sam. W tym tygodniu polecam:

Wiewiórka z grilla

Składniki:

  • 2 wiewiórki
  • 1 łyżeczka soli
  • 1/4 łyżeczki pieprzu
  • 4 łyżki tłuszczu, np z bekonu

Zaprosić z ogródka dwie wiewiórki. Obrać ze skóry. Umyć i wytrzepać do sucha. Przeciąć na pół, wzdłuż. Obciąć głowę i podarować psu. Wrzucić połówki na grilla, posmarować tłuszczem. Piec 30 minut, 15-20 cm nad płomieniem, co 5 minut smarując tłuszczem. Dla uczynienia uczty z tego prostego dania, można podać z pieczonymi jabłkami.

Smacznego!