Poniższy podcast jest częścią przemowy Harolda Pintera wygłoszonej z okazji przyznania temu dramaturgowi Nagrody Nobla. Zamieszczam go gdyż pasuje bardzo do powieści, którą piszę.
Część 1:
Część 2:
Poniższy podcast jest częścią przemowy Harolda Pintera wygłoszonej z okazji przyznania temu dramaturgowi Nagrody Nobla. Zamieszczam go gdyż pasuje bardzo do powieści, którą piszę.
Część 1:
Część 2:
Komentowanie nie jest możliwe
Opublikowano Wszystkie
Biegam każdego ranka 8-10 km, zależnie od trasy, a efekt jest taki:


Skontaktował się ze mną francuski pisarz, autor powieści historycznych, z których ostatnia znalazła się na liście bestsellerów. Autor podzielił się frustracją wynikłą z niemożności przebicia się na rynek anglojęzyczny. Od wielu miesięcy próbuje zainteresować swą książką wydawców w USA i Wielkiej Brytanii, spotyka się odpowiedzią odmowną, lub, przeważnie, brakiem odpowiedzi.
Cóż mogłem innego odpowiedzieć jak: „Twój przypadek nie jest odosobniony”. Anglojęzyczni czytelnicy pozbawieni są większości książek napisanych w innych językach. Więcej książek tłumaczonych jest z języka angielskiego niż na angielski. W Wielkiej Brytanii i USA, książki w przekładzie na język angielski stanowią zaledwie 2% dostępnych na tych rynkach tytułów. Dla porównania, w Niemczech 13% dostępnych książek jest tłumaczeniami z innych języków, we Francji 27%, w Hiszpanii 28%, w Turcji 40%, a w Słowenii 70%. 60% wszystkich przekładów na świecie (spośród setek języków) to tłumaczenia z języka angielskiego. (Źródło danych: pdf)
Wydawcy tłumaczą brak zainteresowania przekładami: „Po co tłumaczyć skoro mamy dosyć książek w języku angielskim?”
Inni jednak biją na alarm: „Dominacja języka angielskiego w świecie wydawniczym stanowi zgubny efekt dla innych kultur.”
Z młodości pamiętam taki cytat: Granice naszego języka są granicami naszego świata. Pisarze zaczynają rozumieć iż jedynym sposobem wejścia na rynek anglojęzyczny to tworzyć w języku angielskim. I tak, w USA i Wielkiej Brytanii uniwersyteckie kursy „twórczego pisania” notują coraz więcej studentów, których rodzimym językiem jest inny aniżeli angielski.


Rolnik hoduje błękitną agawę (7 lat)

„Ostrzyżona” agawa jest dostarczona do dystylarni

Tubylcy nazywają ją pińa, gdyż przypomina ananas


Pińa jest krojona na pół i wrzucona do ogromnych parowni (w tle)

Przekrojona pińa

Sok dobrze sparzonej pińi wysysają gringos

Alternatywnie czyni to wielka prasa

Po czym sok jest dystylowany i zamienia się w 90% alkohol (bez smaku)

Alkohol jest beczkowany 2-12 miesięcy

W międzyczasie gringos pozują do zdjęć obok 10,000-litrowych beczek

Okna w dachu piwnicy zrobione są z niebieskiego szkła

Przed wyjściem odwiedzający częstowani się orzeźwiającymi margaritas

których smak skłania do zakupu produktów dystylarni.
Zobarz również: Jak pić tequilę








Rozmyślam o założeniu polsko-języcznej strony na Facebook i Twitter; powstrzymuje mnie brak czasu… Na razie jestem tylko w j. angielskim:


Sezon deszczowy połknął część szosy w górach Meksyku.

Film Sahara, ekranizacja powieści Clive Cusslera miał złe wyniki kasowe, więc autor wytoczył proces producentom filmu, opierając go o brak konsultacji w sprawie ostatecznej wersji. Wówczas studio wytoczyło kontra-proces, twierdząc, że autor zmylił producentów co do popularności swoich powieści. Cussler przegrał i musi zwrócić producentowi koszty procesu, w wysokości $14 milionów.
Co mnie najbardziej zadziwia to iż autorzy znajdują czas i emocjonalną siłę aby wikłać się w (potencjalnie twórcze) zajęcia inne niż tworzenie powieści. Nie piszę tego jako zawiedziony lub dławiący się żółcią autor, którego powieści nikt nie chce filmować, lecz jako autor, który celowo odrzucił propozycje pracy nad scenariuszem filmowym (dwukrotnie, ostatnio w ubiegłym roku). Odrzuciłem je ze względu na specyficzne warunki pracy związanej z powstawaniem scenariusza.
W przeciwieństwie do pracy powieściopisarskiej wymagającej samotności, scenariusz jest kolaboracją, i często z osobami nie mającymi pojęcia o pisarstwie. Mogłem się o tym przekonać w młodości gdy mieszkałem na osiedlu położonym w pobliżu telewizji, i nieraz był świadkiem pracy sąsiadów-pisarzy i innych związanych z telewizją. Atmosfera w małym mieszkanku, w którym zgromadzili się reżyser, paru scenarzystów i innych bliżej nieokreślonych osób, a wszyscy pracujący nad scenariuszem, była tak gęsta, że pomiędzy tymi osobami nie przepływała żadna myśl, żadne słowo; każdy dławił się złością spowodowaną brakiem twórczej kontroli nad wykonywaną pracą. Byłem wtedy nastolatkiem, ale już wiedzącym, że będę kiedyś pisał książki, i obiecałem sobie już wtedy, że nigdy nie wmieszam się w coś podobnego. Przykład Cusslera pokazuje, że miałem rację. Przesyłam autorowi wyrazy sympatii gdyż wiem w jak trudnym znalazł się położeniu gdzie, zamiast spokoju i samotności wymaganych przez każdego autora, musi walczyć z potężnym, i zapewne długotrwałym bólem głowy…

Nieco ponad miesiąc temu odbyła się konferencja na powyższy temat. Zastanawiano się czy piraci wymieniający się e-bookami w Internecie niszczą wydawców?
Przypomina mi to podobne dyskusje dotyczące śmierci przymysłu muzycznego, spowodowanej „pirackim procederem” wymiany plików MP3 w Internecie. Niedawno Stephen Paige (Barenaked Ladies), Randy Bachman (The Guess Who) i inni znani muzycy argumentowali całkiem na odwrót: „piracka” wymiana plików spowodowała wzrost sprzedaży płyt kompaktowych oraz sprzedaż utworów w „legalnych” sklepach internetowych, jak iTunes.
Wracając do książek… Przewidujący koniec świata wydawniczego ze zdumieniem spoglądali na grafiki wskazujące iż „piracka” wymiana e-booków nie tylko zniszczyła wydawców, lecz legalna sprzedaż e-booków wzrosła o 6.5%…

Darmowy film do obejrzenia w Internecie, Wojna z Demokracją (The War on Demokracy), o Wenezueli i innych przewrotach sponsorowanych przez USA w Ameryce Łacińskiej:
Komentowanie nie jest możliwe
Opublikowano Wszystkie