Inne światy wydawnicze

Pracuję nad książką nie-beletrystyczną traktującą o przygodach młodego pisarza w świecie wydawniczym; inspirację znalazłem w setkach listów i komentarzach nadesłanych do mnie przez autorów zdesperowanych i zawiedzionych krętą drogą do publikacji, której wielu nie jest w stanie przebyć; komentarze te są odpowiedzią na szereg esejów (j. ang.), jakie opublikowałem o własnych przejściach gdy poszukiwałem wydawcę pierwszej mojej książki (USA).

Pomysłem pracy i niektórymi szczegółami podzieliłem się z M.K., polskim autorem, który znalazł sytuację autorów północnoamerykańskich “bardzo zagraniczną”.

M.K. powiedział o agencjach literackich, które w USA i Kanadzie uchodzą za jedyną drogę do zainteresowania wydawcy naszą książką: “Znajduję cały ów koncept niezwykle zadziwiającym. Który pisarz chce zawracać sobie tym głowę? My tu wysyłamy nasze prace bezpośrednio do wydawców. [...] Wprawdzie korzystam z usług niemieckiej agencji literackiej zajmującej się przekładami moich książek ale nasi rodzimi agenci służą głównie za pośredników zagranicznym agencjom i wydawcom na rynku polskim.”

O niezbędności korekcji tekstu przed zdaniem go wydawcy, M.K. zmuszony był wypytać mnie dokładnie zanim zrozumiał o czym mówię. Wreszcie powiedział: “Piszę swoje książki na maszynie, a korekty dodaję ręcznie, pisakiem, po czym zdaję maszynopis w wydawnictwie; redaktorka zajmuje się edycją tekstu, przecież to jej praca.”

Rzeczywiście, zgoła inaczej wygląda rzeczywistość polskiego pisarza, bardzo “zagranicznie”…

Możliwość komentowania jest wyłączona.