Miesięczne archiwum: Styczeń 2009

Twórcze stymulanty

Co mi w pracach Witkacego szczególnie trafia do wyobraźni to jego dopiski dotyczące środków które stosował dla dopingu, lub po prostu dla wzbogacenia wyobraźni. Kiedy studiuję jego obrazy to najpierw zawsze kieruję wzrok na podpis, datę i te przeróżne „pejotl, piwo i dwa szlugi”, itd.

I mnie zdarza się sięgnąć po środki wzbogacające twórczą ekspresję, najczęściej jest to wino. Znajduję, że wino jest zdecydowanie rozweselające i tekst stworzony pod jego wpływem posiada mgiełkę, którą można nazwać optymizmem. Zainspirowany przykładem Witkacego próbowałem już przeróżnych rzeczy, a ostatnio wódkę. Pół litra, które wypiłem przed pracą (na pusty brzuch) doprowadziło do zadziwiających rezultatów. Następnego dnia otworzyłem plik i znalazłem w nim  przedziwny tekst, w którym prawie każde słowo jest całkiem zmyślone, lub raczej „stworzone”. Gdy dodam, że Word automatycznie poprawił niektóre ze słów, to nakreślę obraz utworu klasyków Imperium Klingon. Niestety nie mogę delektować się tekstem gdyż jest on całkiem niezrozumiały.

Zdaje się, że gwoli zrozumieniu będą zmuszony pozostać przy winie…

Wielkie oczy

Pod naciskiem tak intensywnych oczu…

…stałem niczym sparaliżowany.

Podróż w czasie

Ludzie zazwyczaj spoglądają na mnie ze sceptycyzmem gdy powiadam, że nie czytam gazet. A jednak. Ostatnio czytałem gazetę gdzieś w połowie ubiegłej dekady, a i teraz gdy o tym myślę to nie mogę się nadziwić, że tak długo pozwalałem się karmić nonsensem.

Jest kilka powodów, dla których odrzuciłem gazety, jednym z nich jest ich niemożność pozbycia się syndromu Zimnej Wojny: służalczość wobec władz. Mój sąsiad Don, wydawca popularnego miesięcznika, powiada, że to sprawa przetrwania. Zastanawia mnie jednak czy nie jest to już po prostu przyzwyczajenie, i nie tylko do służalczości ale i kłamania. Wystarczy zajrzeć do pachnącego jeszcze tuszem drukarskim New York Timesa: „Benedykt cenzuruje lewicujących prałatów, również tych zainspirowanych Marksistowską Teologią Wyzwolenia.”

Teologia Wyzwolenia i Marksizm? Toż taki nonsens łatwo trawiono przed pół wiekiem, chociaż… „W latach 80tych i 90tych amerykańskie służby wywiadowcze uznały za największe zagrożenie, nie Marksizm Leninizm lub ruch robotniczy, lecz teologię wyzwolenia” (Peter Hallward). Znaczy to, że i publika lat 80tych i 90tych mogła przełknąć bzdury gdy bombardowana była nimi zewsząd: poprzez media i organa rządowe. Ale mamy już 2009 rok! Jest przecież powód dla którego media (gazety i TV) przechodzą największy w swej historii kryzys zaufania. Czytanie gazety to jak podróż w czasie, tyle, że zamiast ciekawych i nowych wrażeń, podróżny odwiedza to samo miejsce i w tym samym momencie historii; to trochę jak dzieciak, którego zmuszają odwiedzać tę samą nudną starą ciotkę. W końcu może się znudzić.

Na plaży


na plaży

Riviera


Torontońska Riviera

Połknięty język

W ostatnich paru tygodniach przechodzę straszne problemy językowe, i do tego stopnia, że omijam okazje posługiwania się językiem polskim. Gdzie powód? Mogę tylko zgadywać…

Pracuję nad projektem wymagającym ogromnego nakładu pracy, w języku angielskim, i im bardziej praca mnie pochłania tym gorzej dla języków obcych. Bez przechwałki powiem, że posługuję się pięcioma, angielskim i polskim najlepiej, i gdy któryś z tych dwóch wymaga całkowitego poświęcenia, pozostałe rdzewieją, i to w przyśpieszonym tempie. Tak jest właśnie teraz. Piszę pracę, którą pragnę skończyć przed zbliżającymi się wakacjami (już za parę dni), co wygląda coraz mniej prawdopodobnie. Jestem w pracy zatopiony od kilkunastu tygodni. Dlaczego jednak nie potrafię sklecić paru słów w innym języku? Dlaczego przychodzi to z takim trudem? Tłumaczę to intensywnością bieżącej pracy i jej etapem: najbardziej twórczym, początkowym, gdy wszystko jest wyobraźnią.

Próbowałem rożnych sposobów: rozmawiałem więcej z Panem Zdzisiem, pisałem listy, a wszystko z wielkim bólem; przeczytałem otrzymaną na gwiazdkę trylogię Sienkiewicza, ale ta doprowadziła, że jeszcze trudniejszym stała się konwersacja w języku polskim, nie wspominając o pisaniu. Nie potrafię nawet opowiedzieć o czym trylogia opowiadała, tak jakbym tylko skanował tekst oczyma, bez rejestracji jego znaczenia (pamiętam, i pobieżnie, dużo trupów, ciągłą walkę, ból…) Zdaje się, że archaiczna składnia Sienkiewicza do reszty rozbroiła moją i tak już skołataną głowę.

Chyba naprawdę potrzebuję tych wakacji…

Zimowe Kły

Zima ostra w tym roku

Liczę dni dzielące mnie od San Miguel

Niefortunny koniec

Niefortunny los bernikli

bernikla (gęś wielkości łabędzia) znaleziona na plaży

Brak wydawców na targach

BookExpo Canada, torontoński odpowiednik Targów Książki odbywających się corocznie w Warszawie, ma problemy z tegoroczną frekwencją. Giganty książkowe, jak Random House, Harper Collins, Penguin, i inni, zapowiedzieli, że nie pojawią się w tym roku ze względu na kiepską sytuację finansową… Istnieje duże prawdopodobieństwo, że impreza nie odbędzie się w tym roku wcale.

Szkoda, gdyż BookExpo jest ważną okazją wymiany kontaktów, poznania kolegów po piórze, wydawców, agentów, i księgarzy…

Facebook zamiast Grono

Dlaczego tak mało Polaków na Facebook? Wydaje mi się lepsze od Grono, i jest dostępne w języku polskim (zmieniamy wersję językową w stopce u dołu strony, po lewej).