h1

Ja tylko opowiadam historię

3 grudzień, 2008

Komuś nie w smak książka, którą piszę, w znacznej mierze inspirowana wydarzeniami wojny domowej w Salwadorze i zabójstwem 6 Jezuitów. Od paru miesięcy otrzymuję przeróżne artykuły mające świadczyć, że jestem na złej drodze. Frekwencja artykułów, zawsze nadsyłanych anonimowo, zwiększyła się po tym gdy Sąd Praw Człowieka zdecydował się wytoczyć proces przeciwko wysokim oficerom i Prezydentowi Salwadoru z oskarżenia o dokonanie morderstwa Jezuitów i próbę jego zatuszowania. Choć artykuły nadsyłane są bez komentarza, z ich treści wnioskuję, że Jezuici z Salwadoru nie chcą sprawy sądowej, gdyż może ona doprowadzić do załamania się jakiej takiej stabilizacji politycznej w kraju i rozdrapania nie zagojonych jeszcze ran spowodowanych wojną.

Rozumiem te wątpliwości. Rozumiem też koncept przebaczenia i zapomnienia. To zaprawdę wysoce szlachetne. Ale, czy powstrzymuje przemoc? Czy przemoc można powstrzymać, kiedy ludzie zawsze są jej ofiarami, zawsze celem, w imię wyznawania złej ideologii, lub niewłaściwej religii, itd. Ideologie i religie nie służą ludzkości. Są narzędziami prowadzącymi do zniewolenia. W naszej historii ludzie ginęli i nadal giną w imię interesów wąskiej grupy tych co uzurpują sobie prawo decydowania o życiu i śmierci, w imię [WSTAW DOWOLNY SZLACHETNY POWÓD]. Rezultat jest taki, że od stuleci, a może od zawsze, znajdujemy się w stanie permanentnej wojny, ludobójstwa, opresji i niewolnictwa. Wąska grupa rozpętuje wojny dla tych lub innych ideałów, a większość cierpi.

Podczas Hitlerowskiej okupacji za zabicie niemieckiego żołnierza groziła zbiorowa odpowiedzialność: rozstrzelanie pewnej liczby cywilów, czasem eksterminacji poddawano całe wioski. Czy powstrzymało to partyzantów od wykonywania wyroków na zbrodniarzach wojennych? Nie. Wielu twierdzi, że tak było trzeba. Niektórzy argumentują dzisiaj, że nie doszłoby do II Wojny Światowej gdyby nie postawa tzw liderów. Może. Nie wiem. Nie jestem historykiem. Zauważam za to jeden współczynnik: bez względu na stronę, po której mają nieszczęście brać udział w wydarzeniach, ludzie zawsze są ofiarami, zawsze płacą za żądzę krwi wąskiej grupki psychopatów.

Są tacy, którzy twierdzą, że nie ma takiego konfliktu zbrojnego, któremu nie można by zapobiec. Czy bujają w obłokach?

Posłużę się tu słowami Martina, bohatera mojej drugiej powieści:

Instytucje publiczne, religia, organa sprawiedliwości, it., itp., nie zdołały powstrzymać tej spirali zła; powiem więcej, wzniosłe ideały prowadzą do kontynuacji zła. Zło jest dookoła i rośnie w potęgę dlatego, że na to przyzwalamy. Przykład: maniakalny prezydent rozpętuje wojnę a po zejściu z urzędu, choć ludzie nadal cierpią z jego poruczenia,  do końca życia korzysta z opieki państwa. I tak już to trwa, i od zawsze. Nadszedł czas zmienić kurs historii. Albo zawsze będziemy ofiarami, albo weźmiemy naszą przyszłość w swoje ręce. Jakkolwiek szlachetnie to brzmi, przebaczyć i zapomnieć, niestety nie powstrzymuje okrucieństwa, tak jak brak kary stanowi akceptację złych czynów. Maniacy, którzy dopuszczają się okrucieństwa są bezpieczni w przekonaniu, że nie dosięgnie ich sprawiedliwość, gdyż to oni są sprawiedliwością. Nadszedł czas położyć temu kres. Gdy powołane do tego instytucje publiczne nie są w stanie wymierzyć sprawiedliwość, to ludzie, i mam tu na myśli całą ludzkość, bez względu na ideologię, religię i narodowość, której są niewolnikami, muszą tę sprawiedliwość sami wymierzyć.

Nie pragnę sugerować, że moje pisanie jest formą wymierzenia sprawiedliwości. To nie jest moją intencją. Szymon Wiesenthal, który ścigał hitlerowskich zbrodniarzy wojennych, mawiał: Najpierw prawda, potem sprawiedliwość. Jak tylko opowiadam historię.