h1

Torontońskie rozmowy

12 listopad, 2008

Przysiadłem się do dwóch znajomych Amerykanów, którzy uciekli z USA zawiedzeni polityką tego kraju i brakiem opieki zdrowotnej. (Rocznie jakieś 10,000 osób przenosi się z USA do Kanady w poszukiwania lepszego życia, w tym roku już pobito rekordy, a to za sprawą katastrofy gospodarczej.) Panowie rozmawiali o wydarzeniach politycznych z pierwszej strony skrajnie prawicowej szmaty, którą wyciągnęli z pobliskiego kosza. Jeden z nagłówków informował o finansowym wsparciu sektora finasowego w USA, które kosztować będzie podatnika conajmniej 2 biliony dolarów (wg amerykańskiego systemu: 2 tryliony), w efekcie prowadząc do nacjonalizacji systemu, lecz bez idącej zwykle w takim wypadku państwowej kontroli.

“Powinniśmy znacjonalizować firmy farmaceutyczne,” Mówi jeden z panów, nazwijmy go Brodaczem. “Taniej wyszłoby i wywarłoby lepszy efekt na społeczeństwie. Zamiast leczenia mielibyśmy uleczenie. Mielibyśmy zdrowe społeczeństwo, silne, bardziej produktywne.”

Dodałem własną cegiełkę, bo właśnie dzień wcześniej skończyłem czytać bardzo interesującą książkę. Zacytowałem, “Może i dobrze główkujesz, Brodaczu. Henry Gadsden, szef firmy farmaceutycznej Merck, tej samej, która mordowała ludzi pigułką VIOXX, powiedział w wywiadzie dla pisma Fortune, że chciałby aby Merck była jak producent gumy do żucia Wrigleys. Chciałby sprzedawać leki ludziom zdrowym, każdemu.” (Patrz książka: “Selling Sickness” autorów: Ray Moynihan i Alan Cassels) Tak się rozochociłem, że rozpuściłem gębę i dodałem, “Znacjonalizujcie sobie te farmaceutyki to wrócicie do domu i nie będziecie zatłaczać kanadyjskich przychodni.”

Ha, tego tylko było im trzeba. Baseballowa Piłka odpowiedział (głowa łysa, blada, poprzecinana żyłkami, stąd porównanie), “Najpierw musiałyby nastąpić prawdziwe zmiany.” Dodam tu, że żaden z panów nie popiera demokratów i platformę Obamy obiecującego zmiany, przychylając się raczej do myśli profesora Noama Chomskyego, że w Ameryce jest tylko jedna partia, rozłamana na dwa człony niewiele się od siebie różniące. Przekartkował szmatę i wskazał palcem na nagłówek, “Obama rozmawia z Bushem o podpisaniu wolnocłowej umowy gospodarczej z Kolumbią.”

Znowu wystrzeliłem (temat mi znany i bliski poprzez książkę, którą piszę), nie podejrzewając dokąd zmierza, “Chodzi ci o kolumbijskie szwadrony śmierci mordujące związkowców.”

Obaj patrzą na mnie, widzę po oczach, że coś szykują, znają mnie dość dobrze, często razem wyprowadzamy psy. Mówi Piłka Baseballowa, “Czy naprawdę sądzisz, że USA będą miały skrupuły, jeśli nawet Kanada, ten bastion rozsądku na kontynencie, popiera szwadrony śmierci? Spójrz tylko ile osób ma skrwawione ręce oddając głosy na neokonów w ostanich wyborach.” (Kanadyjczycy wybrali sobie rząd neokonów przed paroma tygodniami).

“Ejże,” Mówię i odchylam się, żeby obu panów objąć wzrokiem, “Co ty opowiadasz? Nazywasz Harpera ukrytym mordercą?” (Stephen Harper, premier Kanady, neokon.)

“Czyż nie prze do podpisania umowy gospodarczej z Kolumbią?” Brodacz zadaje retoryczne pytanie.

Piłka Baseballowa dodaje, “Zaczyna się od sponsorowania szwadronów śmierci w Kolumbii, mordowania związkowców w Ameryce Południowej, a dochodzi do zabójstw robotników kanadyjskich.”

To trochę za daleko nawet dla mnie, któremu uszy stają w szpic gdy mowa o spiskach. Mówię, “Kanada i Kolumbia to niezbyt fortunne porównanie…”

“Taak? A kto morduje kanadyjskich lekarzy prowadzących aborcje jeśli nie fundamentaliści powiązani z neokonami…”