
W cudzą skóre odziany
12 sierpień, 2008Bardzo się dzisiaj wymęczyłem nad fragmentem powieści, która pochłania mnie już od dwóch lat. Przerabiałem go kilkakrotnie (nie licząc pracy, którą już weń włożyłem poprzednio). Rozterka bohatera wobec decyzji, niezbędnej, jedynej, lecz będącej w sprzeczności z jego własnym kodeksem moralnym, przeciwnej wołaniu jego serca. Jak zapisać, żeby wyszło wiarygodnie gdy trafi na te słowa czytelnik, ale też, i chyba przede wszystkim (choć to nie zawsze idzie w parze) – jak czułby człowiek, którego personifikacją książkową jest bohater? W takich momentach sympatyzuję z autorami, którzy dopuszczają się aktów pozwalających wywołać emocje wstrząsające ich bohaterami. Jak daleko sam jestem gotów posunąć się by wejść w skórę mojego bohatera? Z oczywistych względów muszę zachować w tym względzie ciszę w publicznym eterze, ale chyba nic strasznego nie wyjawię mówiąc, że gotów jestem, i nieraz już się tak zdarzyło, uczynić to co trzeba abym mógł przekazać w sposób jak najbardziej autentyczny stan ducha wyimaginowanego (dla czytelnika, gdyż dla mnie będącego stworzonym z krwi i kości) człowieka zmuszonego przeze mnie egzystować w przeze mnie stworzonym świecie. Wino, choć to niezbędnik pracy pisarskiej, nie we wszystkich sprawdza się sytuacjach.






