
Parno
11 sierpień, 2008Parno. Wilgotność powietrza taka, że trudno otworzyć spęczniałe framugi okien i drzwi. Męczy potem zlane ciało. Pot najbardziej uciążliwy w kącikach oczu, ni je zamknąć ni otworzyć, kleją się. Męczy najmniejszy ruch.
Nic się nie chce. Czytać. Pisać. Mówić. Jeść. Spać. Kochać. Słuchać. Być.
Z jakiegoś powodu na myśl przychodzą spece ze Starych Kiejkut, którym zapewne wyda się niewiarygodne, że sam pobyt w tropikach może być równie męczącą torturą jak wiercenie dziur w kolanie lub wbijanie gwoździ pod paznokcie.
Najchętniej leżę w wodzie, płytkiej, przybrzegowej, że tylko nos nad powierzchnią. Mogę tak leżeć, spoglądać na obłoki, przyjmować delikatne pocałunki drobną bryzą niesionej fali. Wtedy znowu jestem. Po prostu jestem.





