h1

Powieść kołem się toczy

10 czerwiec, 2008

Trzecia powieść w drodze a nadal zadziwia mnie ileż to pracy trzeba włożyć w stworzenie tych kilkuset stronic. Nie chodzi tylko o czas jaki trzeba poświęcić - w trakcie tworzenia czas się nie liczy - lecz ile wysiłku trzeba włożyć w przygotowanie ostatecznego produktu, który trafi na półkę księgarską. Szlifowanie tekstu, korekta, nazwij to jak chcesz, to wszystko co sprowadza się do pracy niemal czysto technicznej, dalekiej od twórczego procesu, kiedy autor wie, że wyraził już wszystko, że nie doda nic więcej. Nadchodzi taki moment, choć do “ostatniej” strony jeszcze daleko, gdy stwierdza - skończyłem, cała reszta to już tylko wypełnianie luk. Ten moment może nastąpić dopiero wraz z ostatnim wyrazem, ale tuszę, iż nie ma takiego autora, który istotnie wziąłby go za koniec pracy. Czego się dotychczas nauczyłem to nie traktować powieści jako skończonej, nawet wówczas gdy zdana już u wydawcy. Podejrzewam, że powieść nigdy nie jest ukończoną. Przerwa, dystans, pomagają uzyskać świeże spojrzenie. Odkładam więc taką “ukończoną” powieść na kilka miesięcy, a po powrocie, miejmy nadzieję ze świeżym spojrzeniem, przystępuję do ostatecznego spisania, lub raczej - przepisania, gdyż proces tworzenia polega na przepisywaniu w kółko, a za każdym obrotem powieść zbliża się do tego idealnego założenia. Zbliża, ale czy kiedykolwiek osiąga ów cel? Moja odpowiedź brzmi - Nie. Dlatego nie powracam już do powieści zdanej w wydawnictwie, gdyż wiem, że odbiorę ją inaczej i toczyć mnie pocznie robak zmian. Tak jest i teraz z powieścią o Jezuitach. Wróciłem do odłożonej na kilka miesięcy i dziś rozpocząłem spisywać ją na nowo, aby sprowadzić ją na drogę mojego ideału.

Komentarze zablokowane.