
Gdzie się podziały tamte czytadła
6 czerwiec, 2008Pare dni temu przyszło mi bronić thriller jako gatunek literacki. Ktoś mógłby zauważyć - cóż w tym dziwnego skoro piszesz thrillery? Piszę lecz nie czytam. Powiem więcej - jako czytelnik nie lubię tego gatunku. Ale o tym innym razem a teraz…
Do naszych stolików w kawiarni na deptaku przysiadło się dwóch starszych gentlemanów zainteresowanych rozmową kręcącą się dookoła powieści nad którą obecnie pracuję. Od słowa do słowa starsi panowie oznajmili jednogłośnie, iż nie pisze się już thrillerów wartych czytania. Nie oponowałem.
Panowie kontynuowali - gdzie się podziały te czytadła autorów takich jak Edward Aarons, Burke Wilkinson i inni “fabrykańci” pulp fiction. Zauważyli filozoficznie - zapewne łatwiej było tworzyć gdy znany był wróg, zło i dobro kontrastowały jak czarne z białym. Na fali euforii walki z komunizmem można było się kiedyś rozerwać przy wczesnym Le Carre, Forsycie nawet Ludlumie. Dziś? Nic tylko sieczka. Zwiędłe thrillery tworzą lewicujący mięczaki, którzy nie potrafią wykorzystać tematu jakim jest terroryzm. Terroryzm, którym można zastąpić komunizm.
Tu musiałem zabrać głos - cierpliwości panowie. Nadchodzi era zła, które dorówna albo i przerośnie komunizm. Neokonserwatyzm. Gdy ludziom otworzą się oczy, gdy powstaną z taką werwą z jaką zwalczali czerwonych, to i pisarze pójdą wraz.
Trafiłem w sedno. Gentlemani, dzielni wojownicy ery McCarthyzmu powstali i nie patrząc wstecz odeszli.
Czyżby starsi panowie mieli rację? Czy tylko czarno białe obrazy, wyraźnie zarysowane zło i dobro owych czasów stanowiło o poczytności ówczesnych thrillerów? Jeśli tak to nie pozostaje mi nic innego jak ruszyć na barykady… znaczy - do klawiatury. Złe nie śpi.






