h1

Światło w miejskiej szarości

21 maj, 2008
Brunatne niedźwiedzie chodzą ulicami miast Kolumbii Brytyjskiej, sarny skubią trawę w przydomowych ogródkach Ontario, dziki rozorują trawniki w Polskich miastach… Ja też mam swoją dziką zwierzynę pod nosem.

Pewnego dnia zaobserwowałem ciekawe zdarzenie w pobliskim parku - psa polującego na zająca - jak piękny to balet trzeba się przekonać naocznie. Gdy podszedłem bliżej okazało się, że pies to nie pies lecz kojot, śliczna duża samica. Później na słupach zaczęły pojawiać się plakaty - zaginął kot

Zimą mam w zwyczaju znosić resztki jedzenia do parku. Żywią się nimi szopy i różne ptaki. Kilka dni temu przyuważył mnie kojot, potem raz jeszcze, a wczoraj szła za mną aż wysypałem żarcie pod krzakiem. Ginger - nazwaliśmy ją tak od koloru sierści - utrzymuje dystans, zajadała się jednym okiem łypiąc na mnie. Choć bardzo mnie korci aby ją karmić będę musiał tego zaprzestać, nie tylko ze względu na Ginger (nie chcę aby polegała wyłącznie na jałmużnie, musi polować aby przeżyć), lecz i dla własnego dobra - ze względu na zatrzęsienie wiewiórek - tych gloryfikowanych szczurów niszczących ogródki warzywne i kwiatowe. Mam nadzieję, że Ginger zasmakuje w wiewiórkach.

Póki co Ginger rozjaśnia nam szarą miastową codzienność:

Komentarze zablokowane.