h1

Na rynku

25 marzec, 2008

Rynek w Taxco jest niewielki, prostokątny. Jego centralną część zajmuje zadrzewiony placyk z ławkami, a wokół placyka ciągnie się niekończący sznur smrodliwych garbusów i ATV. Na ławkach przesiadują starsi, uczniowie, turyści szukający cienia. Szczególnie w weekendy placyk, jeden z niewielu miejsc w mieście gdzie można przysiąść na ławce, jest bardzo zatłoczony. W tłumie obżerającym się parówkami i spijającym colę, błąkają się trzy bezdomne psy. Wygłodzone, brudne, szukają ludzkiej pieszczoty. Najczęściej otrzymują kopniaka, ale zdarza się turysta o miękkim sercu, który pogłaszcze, powie coś czułym głosem… Jak w każdym mieście, tak i w Taxco znoszę psom pozostałości obiadu, nie jadam mięsa więc zawsze odkładam coś dla psiaków, na bazarze kupuję torbę mięsa, rozkładam pod krzakami. Obcinam denka dużych 5L butelek, napełniam wodą, chowam w dziurach do których psy trafią a człowieka nie kole w oko. Z opowieści tubylców wiem, że psiaki chowają się bezpańsko, suka i dwa szczeniaki, stale przebywające na placyku, wypuszczają się na wyprawy dopiero wieczorami gdy uspokoi się obłędny ruch samochodów - trudno uwierzyć, że jeszcze żyją w tym mieście sterroryzowanym potwornym ruchem samochodów, o wąskich ulicach i bez chodników gdzie nawet piesi przemykają przyklejeni do ścian budynków. Zdaje się, że moja troska o psy znajduje jakie-takie zrozumienie. Luigi, Włoch-turysta, przyuważył mnie któregoś dnia, rozlewającego wodę, podrzucającego mięso, i również począł znosić jakieś kęsy. Luigi wyjeżdża przede mną. Co będzie gdy ja wyjadę?

Pepito drzemiący w krzakach:

Matka z jednym ze szczeniaków:

Obiad:

Komentarze zablokowane.