h1

Autobus do piekła

22 marzec, 2008

Wszelakie świąteczne obchody najlepiej oglądać w małych miejscowościach, gdzie wszyscy mieszkańcy urządzają spektakularne przedstawienia. Postanowiliśmy więc wybrać się do Ixtapan. Autobus najpierw wspina się wysoko aby wreszcie rozpocząć karkołomny zjazd. Szosa prowadzi zboczem wysokich gór - przepiękne widoki cieszące wzrok, stymulujące poetycką wyobraźnię, i doprowadzające do łez…

Wyznaję, że dawno już nie najadłem się tyle strachu.

Szosa jest wąska, bez pobocza, z przepaścią otwierającą się zaledwie kilkanaście centymetrów od asfaltu. W dole miejscowości widziane niczym z samolotu. Gdyby ktoś jechał równolegle do autobusu, to zobaczyłby moją przerażoną twarz, palce do bólu wpite w fotele przede mną, i łzy w oczach E. A to za sprawą szaleńca za kierownicą autobusu, autobusu o łysych oponach, zarzucającego na każdym diabelskim zakręcie (curva peligrosa), o klekoczących oknach, sklejonych taśmą samoprzylepną, grożących wypadnięciem…

Na granicy wytrzymałości psychicznej autobus wreszcie przystaje na pustkowiu, więc postanawiamy zrezygnować z dalszej jazdy i na łeb na szyję wyskakujemy na szosę. W drzwiach mijamy się z przedstawicielem przewoźnika, który z notatnikiem w ręku zapisuje przyjazdy / odjazdy. Na powitanie mówi do kierowcy - Spóźniłeś się dwie minuty…

Nie żegnamy się. Stoimy na środku drogi, ledwie zipiąc, suszymy w słońcu ciuchy przesiąknięte potem, i zlane łzami policzki E…

Komentarze zablokowane.