
Taxco - srebrne miasto
21 marzec, 2008Taxco, piękne miasto rozłożone na stokach gór. Kocie łby, wąskie strome uliczki, bardzo gorąco gdy w dolinie brak wiatru, dość parno, czarne muszki i komary, kwiaty, kwiaty, kwiaty… Ruch samochodów tak obłędny, że piesi chodzą przyklejeni do ścian domów (brak chodników). W mieście niewiele miejsc w których można przycupnąć, poczytać książkę, lub po prostu odetchnąć - zdaje się, że brak ławek jest celowy i ma służyć zmuszeniu turystów do wstępowania do setek (tysięcy?) sklepików sprzedających srebro i ozdoby srebrne. Miasto słynie z prze-bogatych kopalni srebrna, więc nic dziwnego, że srebro jest na każdym kroku, przysiągłbym że w zębach zgrzyta, ale to chyba ołów ze spalin samochodów…
Mieszkamy w starym, podupadłym hotelu, który oferuje to czego żaden inny nie posiada: dużo zieleni i cud-widoki gdyż położony jest na wzgórzu, chłód (pół metrowe ściany), ciszę i świeże powietrze z dala od ruchu samochodów, a jednak zaledwie 5 minut spacerem od placu centralnego (zocalo). Czytam, odpoczywam, drzemię, budzę się gdy co parę minut kolejna pomarańcza plaska spadając na stół… Hotel zasługuje co najmniej na opowiadanie - prowadzony przez dwóch starców i bardzo starą Indiankę - pokojówkę, pamiętających czasy jego świetności. Może pokuszę się o beletrystyczny zapis przed odjazdem?
Odwiedzającym, a jest tu inna polska grupa niemal codziennie, szczególnie polecam jumiles - żywe, prażone, lub duszone żuczki, bardzo popularne danie.

Malunek naścienny w Ratuszu:

Widok z Ratusza:

Jumil:







