
Na gorącym uczynku
20 marzec, 2008Pisze do mnie Pan-Zdzisiowy Maciuś, że czyta moją powieść wydawaną w tygodniku Goniec, i węszy coś podejrzanego: powieść wydaje się Maciusiowi inna od oryginału (Maciuś był jednym z nielicznych “testowych” czytelników oryginału).
Maciuś nie myli się. Powieść, nad której przekładem na język polski nadal pracuję, rzeczywiście różni się od angielskiego oryginału. Będąc autorem i zarazem tłumaczem swojego utworu stanąłem wobec niespodziewanego wyzwania: nie wszystko jest przetłumaczalne. Nie mam na myśli wyłącznie tekstu. Wiele wątków, sytuacji, charakterystyk postaci, itp, przy zmianie języka domagało się własnego życia. Wyjaśnia to bardzo powolnie posuwającą się pracę - w dużej mierze polega ona na tworzeniu a nie tylko przekładzie istniejącego tekstu. Nie wszystko jednak uległo zmianom, powiedziałbym nawet, że polska wersja, w przesłaniu pozostaje wierna oryginałowi. W pracy musiałem wziąć jeszcze jedną okoliczność: powieść wydawana w tygodniku wymaga specyficznej techniki - zarwana jest ciągłość, przypadkowi czytelnicy natrafiają na odcinek, inni nie zawsze mają okazję kontynuować. Efekt: w przekładzie, a raczej w tekście składanym w redakcji, koncentruję się na akcji, np obcięte są wewnętrzne monologi tworzące charakterystykę bohaterów, itp. Staram się aby każdy rozdział tworzył pewną zamkniętą całość, ale i zarazem aby zachęcał czytelnika do kontynuacji.
Tak, Maciuś ma rację - polska wersja różni się od oryginału, ale i wersja drukowana w Gońcu różni się od ostatecznej, zmierzającej do formy książkowej.






