
Senny koszmar
31 październik, 2007Jednym z najtrudniejszych aspektów bycia na bakier z prawem jest porażające oczekiwanie rozwiązania. Poszukiwany, przestępca, im dłużej znajduje się w niepewności, tym głębiej zanurza się w opętujące wszystkie myśli przeświadczenie, że wkrótce zostanie złapany. Często następuje załamanie psychiczne i przestępca nie dający już sobie rady z własnym umysłem - oddaje się w ręce prawa.
Nawiedza mnie powtarzający się sen. Popełnione zostało morderstwo. Ja jestem mordercą. W śnie nie widzę samego aktu zabójstwa, ale widzę siebie kopiącego grób, grzebiącego ofiarę. W jakiś sposób jestem związany z dochodzeniem, i choć inspektor policji jeszcze mnie nie podejrzewa - przecież mam przeświadczenie, że to tylko kwestia czasu. Żyję więc z ową pochłaniającą każdą chwilę myślą, że już lada moment, że za chwileczkę… Nie potrafię niczego zacząć - bo po co skoro nie będzie mi dane skończyć, nie potrafię myśleć o niczym innym tylko o momencie kiedy rzucone mi będzie w twarz - to ty!
Z reguły nie pamiętam swoich snów. Ten jeden powraca jednak od jakiegoś czasu, budzę się i jeszcze przez kilka chwil dzielących sen od rzeczywistośći egzystuję w pół świadomośći, jednak nadal przekonany, że zbliża się mój koniec.
Jaki z tego wniosek? Tylko przestępca bez sumienia ma szansę na sukces, gdzie sukcesem - możliwość egzystencji z samym sobą po dokonanym przestępstwie.






