
Trzeci etap
19 maj, 2007Rozpocząłem już trzeci etap pisania powieści. Co to znaczy? Aby odpowiedzieć należy wspomnieć jak powstaje powieść.
Najpierw jest pomysł, albo natchnienie jak powiadają romantycy. Z pomysłu rodzi się szkic. Szkic służy do zapisania myśli, ich uporządkowania i zapoznania z głównymi bohaterami i wydarzeniami.
Następnie, szkic rozrasta się i powstaje pierwsza namiastka powieści. Autor pracuje na tym etapie tak jakby pisał powieść. W istocie on ją pisze ale końcowy produkt jest jeszcze daleki od tego co nazwać można powieścią. Dla czytelnika ten etap byłby zupełnie niezrozumiały. Zawiera on wiele skrótów myślowych, odnośników i przypomnień, itp. Ale, dla autora, w którego głowie nadal kołaczą się niejasne myśli ten etap pozwala na ich rozwinięcie i głębsze poznanie. Tak, właśnie poznanie, gdyż do czasu aż zostaną one zapisane, myśli i pomysły które mnożą się z dnia na dzień są niesforne i wymykają się spod kontroli. Zapisane, są jak zwierzęta w klatce - można je do woli obserwować i próbować zrozumieć. Mieszając je można stweirdzić interakcję, wzajemną zależność. Autor stwierdza wówczas jak współgrają ze sobą bohaterowie, czego im brakuje lub jest w nadmiarze itp.
Potem ta namiastka jest jeszcze bardziej rozpisana w drugiej wersji. Drugi etap jest rozwinięciem pierwszego. To co niepotrzebne jest skreślane a ważne rzeczy są rozwijane. Charakterystyka postaci, fabuła, nabierają kształtów już bardziej strawnych dla czytelnika.
Potem jest trzeci etap. I tym razem jest to rozwinięcie poprzedniego.
I tak można mnożyć, etap po etapie, rozpisywanie aż powstanie ta ostateczna wersja, która znajdzie się na półkach księgarskich (chociaż to niewłaściwe słowo - wątpie aby którykolwiek autor był tak do końca zadowolony z tzw ‘ostatecznej’ wersji; po prostu w jakimś momencie trzeba powiedzieć dość, i zabrać się do następnej powieści).
Obecnie pracuję nad trzecim etapem. Powieść rozpocząłem w maju ubiegłego roku, ale w międzyczasie zrobiłem sobie przerwę około 4-5 miesięcy. Podróżowałem i zbierałem materiały.
W tym czasie skontaktowały się ze mną różne osoby oferujące pomoc. Byli wśród nich Jezuici, byli podający się za Jezuitów, byli też mieszkańcy Salwadoru… Jedni oferowali pomoc, inni pragnęli wywrzeć (niezauważenie) nacisk na kierunek jaki powieść powinna obrać (Jezuita nie może wydać książki jeśli nie zostanie ona najpierw zatwierdzona - lub ocenzurowana).
Nie jestem Jezuitą i nie podlegam przepisom zakonnym, i powieść będzie taka jaką uważam za stosowne napisać zważywszy że jest oparta o autentyczne zdarzenia z lat 1980-tych w Salwadorze i Ameryce Łacińskiej. Tych czytelników lubujących się w przeróżnych spiskach, a zwłaszcza dotyczących Jezuitów muszę zawieść - Jezuici w mojej powieśći to nie pożerający dzieci czciciele diabła lecz siła dążąca do zmodernizowania kościoła katolickiego jak również do poprawy warunków życia milionów ludzi egzystujących poniżej wszelkiej ludzkiej godności i podstawowych potrzeb, ludzi których wyparł się Watykan…
Czy to dobry pomysł na powieść? Odpowiedź otzrymałem na spacerze gdy mój wzrok zatrzymał się na przypadkowym znaku (patrz zdjęcie). Uważam to za znak od Pedro Arrupe, byłego Generała Zakonu Jezuitów, któremu powieść jest dedykowana. Arrupe to… hmm, pozostawiam czytelnikom zapoznanie się z kierunkiem jakie Arrupe nadał zakonowi Jezuitów. Dodam tylko, że doprowadził on do załamania i przyśpieszenia śmierci papieża Pawła VI oraz do zamachu stanu jakiego dopuścił się Jan Paweł II wobec Jezutów…






