Atom Egoyan poprosił mojego kuzyna żeby naszkicował scenariusz filmowy w celu przedtsawienia wytwórni. Kuzyn (współpracował już z powyższym kanadyjskim reżyserem) zwrócił się do mnie o pomoc, jako że film ma zawierać elementy sensacyjne.
Odmówiłem. Wczoraj, na spotkaniu osiedlowego dyskusyjnego klubu książkowego, przyjaciele napadli na mnie: Dlaczego? Co Ci odbiło? Jak mogłeś” … Itp.
Niejednokrotnie pisałem już o tym, że nie mogę się rozdwoić gdy jestem w trakcie pisania powieści. To najważniejszy powód. Ale jest jeszcze jeden: praca nad scenariuszem różni się książkowej twórczości, przede wszystkim tym, że jest pracą zbiorową.
Pozwolę sobie przytoczyć słowa, które raz już publikowałem:
W dzieciństwie i do zwiania z domu pod koniec szkół średnich, mieszkałem w dzielnicy położonej blisko telewizji i studia filmowego. Dzielnica była popularna wśród osobowości z ekranu TV – dziennikarzy, ale również reżyserów, pisarzy i całej fury aktorów. Znałem wówczas, i dość blisko, filmowca, z którego ciemni korzystałem stawiając swoje pierwsze kroki fotograficzne. U filmowca bywali przeróżni, mniej lub bardziej znani ludzie z branży. Miałem wówczas okazję napatrzeć się jak postępuje praca nad scenariuszem. Jest to wysiłek grupowy, przeplatany niekończącymi się anegdotami, trzaskaniem kieliszków, odtwarzaniem ról… krótko mówiąc jest to coś dla mnie zgoła niestrawnego. Jestem samotnikiem gdy chodzi o pracę pisarską. Nie potrafię się nią dzielić. Piszę w ciszy, najchętniej w lesie i z korkami w uszach.
Przypadkiem złożyło się, że przeczytałem właśnie Pogardę Moravii, a tam następujące słowa, które dobrze zamykają temat, choć (a może: szcególnie z tego powodu) w przypadku bohatera powieści odnoszą się głównie do autorskiego ego:
Scenarzysta jest więc człowiekiem, który zawsze pozostaje w cieniu, jest tym, który wypruwa sobie żyły po to, by zdobył rozgłos ktoś inny; choć powodzenie filmu zależne jest w dwóch trzecich właśnie od scenarzysty, nie zobaczy on nigdy swojego nazwiska na reklamowych afiszach, na których wydrukowane są tylko nazwiska aktorów, reżysera i producenta. Może co prawda, jak dzieje się bardzo często, stać się swego rodzaju mistrzem w tym podrzędnym zawodzie i mieć ogromne dochody; ale nie może powiedzieć nigdy: „Ten film robiłem ja… w tym filmie dałem wyraz swojej twórczości… ten film to ja.” To może powiedzieć tylko reżyser i rzeczywiście on tylko firmuje film. Scenarzysta natomiast musi zadowolić się wyłącznie pieniędzmi, które otrzymuje za swój udział i które w końcu stają się wyłączną racją i celem jego pracy.
Czy oznacza to, że nigdy nie podejmę się pracy nad scenariuszem? Nie. Ale powieść zawsze zajmie miejsce nadrzędne. Scenariusz może być możliwym tylko między książkami.






















