h1

Nie napiszę scenariusza. Na razie.

18 listopad, 2009

Atom Egoyan poprosił mojego kuzyna żeby naszkicował scenariusz filmowy w celu przedtsawienia wytwórni. Kuzyn (współpracował już z powyższym kanadyjskim reżyserem) zwrócił się do mnie o pomoc, jako że film ma zawierać elementy sensacyjne.

Odmówiłem. Wczoraj, na spotkaniu osiedlowego dyskusyjnego klubu książkowego, przyjaciele napadli na mnie: Dlaczego? Co Ci odbiło? Jak mogłeś” … Itp.

Niejednokrotnie pisałem już o tym, że nie mogę się rozdwoić gdy jestem w trakcie pisania powieści. To najważniejszy powód. Ale jest jeszcze jeden: praca nad scenariuszem różni się książkowej twórczości, przede wszystkim tym, że jest pracą zbiorową.

Pozwolę sobie przytoczyć słowa, które raz już publikowałem:

W dzieciństwie i do zwiania z domu pod koniec szkół średnich, mieszkałem w dzielnicy położonej blisko telewizji i studia filmowego. Dzielnica była popularna wśród osobowości z ekranu TV – dziennikarzy, ale również reżyserów, pisarzy i całej fury aktorów. Znałem wówczas, i dość blisko, filmowca, z którego ciemni korzystałem stawiając swoje pierwsze kroki fotograficzne. U filmowca bywali przeróżni, mniej lub bardziej znani ludzie z branży. Miałem wówczas okazję napatrzeć się jak postępuje praca nad scenariuszem. Jest to wysiłek grupowy, przeplatany niekończącymi się anegdotami, trzaskaniem kieliszków, odtwarzaniem ról… krótko mówiąc jest to coś dla mnie zgoła niestrawnego. Jestem samotnikiem gdy chodzi o pracę pisarską. Nie potrafię się nią dzielić. Piszę w ciszy, najchętniej w lesie i z korkami w uszach.

Przypadkiem złożyło się, że przeczytałem właśnie Pogardę Moravii, a tam następujące słowa, które dobrze zamykają temat, choć (a może: szcególnie z tego powodu) w przypadku bohatera powieści odnoszą się głównie do autorskiego ego:

Scenarzysta jest więc człowiekiem, który zawsze pozostaje w cieniu, jest tym, który wypruwa sobie żyły po to, by zdobył rozgłos ktoś inny; choć powodzenie filmu zależne jest w dwóch trzecich właśnie od scenarzysty, nie zobaczy on nigdy swojego nazwiska na reklamowych afiszach, na których wydrukowane są tylko nazwiska aktorów, reżysera i producenta. Może co prawda, jak dzieje się bardzo często, stać się swego rodzaju mistrzem w tym podrzędnym zawodzie i mieć ogromne dochody; ale nie może powiedzieć nigdy: „Ten film robiłem ja… w tym filmie dałem wyraz swojej twórczości… ten film to ja.” To może powiedzieć tylko reżyser i rzeczywiście on tylko firmuje film. Scenarzysta natomiast musi zadowolić się wyłącznie pieniędzmi, które otrzymuje za swój udział i które w końcu stają się wyłączną racją i celem jego pracy.

Czy oznacza to, że nigdy nie podejmę się pracy nad scenariuszem? Nie. Ale powieść zawsze zajmie miejsce nadrzędne. Scenariusz może być możliwym tylko między książkami.

h1

Niebezpieczeństwo pożarcia całego ptaka

16 listopad, 2009

Po wystających piórach wygląda jakby ta rybka udławiła się ptakiem.
Znaleziona na plaży, ryba długości około 1 metra.
h1

Co się kryje pod łóżkiem

16 listopad, 2009

Sprzątałem pod łóżkiem, i znalazłem książkę, której dawno nie widziałem. Czytałem ją ze dwa lata temu: DROP-DEAD GORGEOUS, autorstwa Kim Erickson.

Książka o przemyśle rakotwórczym kosmetycznym. Autorka analizuje setki produktów codziennego użytku, i stwierdza:

Każdego dnia jesteśmy wystawieni, bez naszej zgody, na ponad 200 syntetycznych chemikaliów: Produkty do pielęgnacji ciała, i włosów, zawierające składniki irytujące skórę  rakotwórcze, neurotoksyny i niszczące hormony. Agencje rządowe, których zadaniem jest obronić nas przez hazardem, są bezsilne. Stanowimy największą grupę bezwiednych zwierząt, na których testowane są rakotwórcze syntetyki.

Przyznaję, że po przeczytaniu książki przestałem używać tak zwyczajne produkty jak szampony, pasty do zębów, czy dezodoranty, zastępując je naturalnymi środkami (naturalnymi nie tylko z nazwy, lecz w istocie), jak choćby szałwia, mięta, czy oregano. Wprawdzie np dezodorant szałwiowy nie działa tak długo jak rakotwórczy, i nieraz zdarza mi się pachnieć jak konwistador, ale cóż to znaczy wobec znacznie wydłużonego życia.

Polecam:

h1

Niedziela z Pogardą

15 listopad, 2009

Postanowiłem wrócić do książek, które niegdyś czytałem, lubiłem, a których treści nie pamiętam (czyli bardzo wiele, ha-ha!). Z reguły zaznaczam książki przeczytane (data), ale w znalezionych w piwnicy pudłach trafiłem na całe stosy tomów od dawna nie widzianych, i nie poznaczonych, choć przysiągłbym, że już mi znanych.

Dzisiaj wyciągnąłem na chybił trafił. Alberto Moravia, Pogarda. Książka w książce, o życiu intymnym, choć już wyjałowionym, pisarza.

Przy okazji, taki cytat Moravii kołaczący mi się w głowie:

“Czyż to nie śmieszne, że nawet nasze czasy będą kiedyś nazwane starymi dobrymi czasami.

h1

Igrzyska Olimpijskie a państwo policyjne

14 listopad, 2009

Zbliżają się zimowe igrzyska olimpijskie. Nowe kanadyjskie przepisy prawne zabraniają krytykować olimpiadę. Jeśli nie lubisz sportu, lub uważasz, że Olimiada to strata pieniędzy podatników to lepiej zachowaj myśli dla siebie:

Policja może teraz zatrzymać Cię na ulicy jeśli publicznie wyrazisz niezadowolenie, a ochrona olimpijska może zrewidować Twój dom, skonfiskować wszelkie krytyczne materiały, rozpytać sąsiadów o Twoje zwyczaje, zachowanie, itp.

Igrzyska Olimpijskie, które mają jednoczyć ludzi bez względu na rasę lub zapytrywania polityczne, pokazały czym są naprawdę: okazją do budowy państwa policyjnego.

Ciekawy artykuł (j ang)

h1

Twórczość to życiowe gówno

11 listopad, 2009

Rozmawiałem z dwojgiem dobrze znanych Polskich pisarzy. Zeszło ze dwie godziny, a zgadało nam się od serca. Ustaliliśmy, że wszelakie różnice, tzw kulturowe, językowe, oraz idywidualne doświadczenia, to gówno (tak, właśnie gówno, bo pisarze lubią siarczyście zakląć poza stronami swoich powieści, a częstwo również na nich).

Wszystkich nas łączy jedno. WĄTPLIWOŚCI. Życie, cele, uczucia, miłość, nienawiść, polityka, praca, twórczość. Wszystko owiane jest mgłą wątpliwości. To właśnie wątpliwości powodują, że piszemy. Nasze książki mogą ukazywać zgoła inny obraz, ale prawda jest taka, że pisarz jest kłąbkiem nerwów, ekslpozywnych przeciwieństw wywołanych wątpliwościami. Wszystko co czytacie w naszych książkach to wykreowana rzeczywistość, której brak w naszym życiu, coś jakby dopełnienie, którego nie potrafimy znaleźć w życiu. Dlatego też pisarze stanowią doskownałe źródło dochodu doktorów ducha, czyli psychiatrów, o ile nie zejdą z tego świata, jak owa kanadyjska pisarka, moja przyjaciółka, która popełniła samobójstwo przed kilkoma tygodniami.

Wniosek: pisarskie życie to zmora.

h1

Ślady Zimnej Wojny

11 listopad, 2009

20 lat po rozpoczętej rozbiórce Muru Berlińskiego i granic między dwoma krajami Niemieckimi nie zdołały zmienić zachowań jeleni, które zwykły były pląsać wzdłuż  zaminowanej, i chronionej drutem kolczastym ziemi niczyjej, czyli pasa granicznego.

Nie istniejąca już granica nadal pozostaje nie do przebycia – jelenie omijają dawny pas ziemi niczyjej, potrafią przebiec i 200 km okrężną drogą do miejsc, którymi w czasach Zimnej Wojny  przedostawały się na drugą stronę, nie zważając, że tam gzie niegdyś były druty, teraz można swobodnie  przechodzić.

Ciekawy artykuł (j ang)

h1

Mur Berliński a koniec Chrześcijaństwa

9 listopad, 2009

Dzisiaj każdy dzieli się wspomnieniami o tym gdzie się znajdował gdy padał Mur Berliński. Nie potrafiłem odpowiedzieć sąsiadom, poza tym, że upadek muru nie zdawał się tak istotnym po tym gdy Polska zrzuciła już wówczas kajdany, oraz, że co pozostało mi w pamięci to wycieczka szkolna do Berlina (połowa lat 80tych) i grupowe obsikanie muru. Wówczas nie był to postępek polityczny lecz po prostu pełny pęcherz.

Ciekawsze wspomnienie pochodzi od Noama Chomsky’ego, publikowane parę dni temu w The Irish Times:

Chomsky przypomniał, że obalenie Muru Berlińskiego wyprzedziło o sześć dni “koniec Chrześcijaństwa”, poprzez zniszczenie Teologi Wyzwolenia. Doszło do tego gdy elitarne jednostki wojskowe Salwadoru, trenowane przez USA, zamordowały sześciu czołowych intelektualistów Katolickich [pisałem o tym wcześniej]. W zestawieniu ze wschodnioeuropejskim, niewiele osób zwróciło wówczas uwagę na to zdarzenie.

Cały artykuł (j ang)

h1

Komu śmierdzi Internet

7 listopad, 2009

Od kilku lat USA prowadzi tajne (już nie, dzięki whistleblowers) konszachty z szeregiem krajów, w celu zapobieżenia piractwu internetowemu: ściąganiu lub rozpowszechnianiu treści zastrzeżonych prawem autorskim, czyli filmów, ebooków, wszelakich dokumentów, itd itp.

Co budzi zastrzeżenia internautów to utajnienie planów (prowadzonych między USA, Unią Europejską, Szwajcarią, Japonią, i innymi krajami), oraz ujawnione teraz szczegóły: internauta, który otrzyma 3 ostrzeżenia zostanie odcięty od dostępu do Internetu. Ostrzeżenie (donos złożony do ISP, czyli dostawcy usługi) nie musi  być udokumentowane, czyli wystarczy bezpodstawny, 3krotny donos, na podstawie czego dostawca usługi będzie zobowiązany (pod groźbą kary) usunąć połączenie z Internetem.

Znaczy to, że wszyscy jesteśmy celem proponowanej ustawy, każdemu może być odcięty dostęp do Internetu, zarówno piratom, jak również opozycji politycznej, lub krytykom administracji, a nawet sąsiadom, którym chcemy zrobić psikusa…

Ściągnij dokument (pdf, j ang)

h1

Ameryka w strachu

6 listopad, 2009

Strach zawsze był wykorzystywany przez silnych, aby podporządkować sobie maluczkich. Rząd obecnie robi wszystko, aby utrzymać stan lęku i paniki. Dlaczego? Czy powodowanie stanu lęku u ludzi, nie jest forma terroryzmu?

Powyższy fragment z ciekawego artykułu (j ang) w związku z nagonką związaną ze świńską grypą. Po latach propagandy i gloryfikacji tzw “Wojny z Terrorem”, oraz nieudanej akcji zastraszenia ludności “katastrofą gospodarczą”, a wcześniej zmianami klimatycznymi, amerykańskie i kanadyjskie media aż ślinią się z radości znalezienia nowej okazji masowego ogłupiania społeczeństwa. Tym razem nie sposób nastawić radio aby nie usłyszeć grobowych głosów żurnalistów podających najnowsze szczegóły kolejnej wojny, tym razem “Wojny ze Świńską Grypą.”

Przypomina mi się odczyt Noama Chomsky’ego:

Amerykanie boją się wszystkiego. Napaści zbrojnej, zmian klimatycznych, powodzi, suszy, zimna, ukropu… Boją się odwiedzić Europę, gdy w Algierii wybuchnie cysterna z gazem. A gdy już przyjadą do, dajmy na to, Francji, to ludzie śmieją się z nich gdy z przerażeniem zaczynają mówić o najeźdźcach z kosmosu [używając rządowej propagandowej formuły na określenie cudzoziemców]: aliens…