Dawno się tak nie uśmiałem jak przy lekturze tej klasycznej książki. Rechotałem do bólu, i w miejscu publicznym, co jednych trwożyło, innych bawiło. Zaśmiewałem się nie tylko z przygód bohaterów, ale i z tych paru słów porady, udzielonych początkującym pisarzom przez giganta literatury:
Najpierw, co się tyczy sonetów, epigramatów i wierszy pochwalnych, których wam brak na początku książki, a które powinny być napisane przez osoby znaczne i utytułowane —zaradzić temu możecie zadając sobie samemu trud napisania ich, potem można je ochrzcić i podpisać nazwiskiem, jakie chcecie, przypisując je Księdzu Janowi Indyjskiemu lub cesarzowi Trebizondy, o których wiem, że — jak wieść niesie —byli słynnymi poetami; a choćby i nie byli, i znalazło się kilku pedantów i bakałarzy, którzy was będą kąsać podstępnie i mruczeć coś o prawdzie, nie dajcie za to i dwóch groszy, bo choćby wam i dowiedli kłamstwa, nie utną wam ręki, która to napisała.
Co zaś do cytowania na marginesie książek oraz autorów, z których czerpać będziecie sentencje i powiedzonka, by zamieścić je w waszej opowieści, nie pozostaje nic innego, jak spożytkować niektóre sentencje łacińskie, które znacie na pamięć — a przynajmniej te, których wyszukanie nie przysporzy wam wiele zachodu.
I tak dzięki tym łacinnikom i innym podobnym, uważać was będą o najmniej za gramatyka, co dziś niemałym jest zaszczytem i korzyścią. Zaś co do not na końcu książki, możecie na .pewno to zrobić w następujący sposób: jeżeli macie wymienić w waszej książce jakiegoś olbrzyma, niechże to będzie olbrzym Goliat, i prawie nic was nie będzie kosztowało dać taki przypis: „Olbrzym Goliat był to Filistyn, którego zabił pasterz Dawid wielkim rzutem kamienia w dolinie Terebizondy, jak to opowiedziane jest w Księdze Królów w rozdziale…”, W którym znajdziecie, że jest to zapisane.
W końcu, aby wydać się uczonym humanistą i kosmografem, postąpicie w ten sposób, aby w opowieści waszej wymieniona była nazwa rzeki Tag. To da wam sposobność do umieszczenia innego słynnego przypisku: „Rzeka Tag została tak nazwana od pewnego króla Hiszpanii. Źródła ma w tym a w tym miejscu, uchodzi do Morza Oceannego obejmując mury słynnego miasta Lizbony. Powszechnie mniemają, że w piasku tej rzeki nachodzi się złoto” itd. Jeżeli mowa będzie o rozbójnikach, dam wam historię Kakusa, którą znam na pamięć, jeśli o rozwiązłych niewiastach, oto biskup z Mondonedo użyczy wam Lamii, Lais i Flory,, który to przypis doda wam wielkiego znaczenia; jeśli rzecz o okrutnicach, Owidiusz dostarczy wam Medei *, jeśli o czarownicach i wiedźmach, Homer ma Kalipso *, Wergili Cyrce *; jeśli o wodzach dzielnych sprawa, sam Juliusz Cezar opowie wam. o sobie w swych Komentarzach, a Plutarch dostarczy tysiąca Aleksandrów. Gdybyście o miłości rozprawiali, przy dwóch uncjach znajomości języka toskańskiego natkniecie się na Leona Hebre, który zadowoli was ponad wszelką miarę. Jeśli jednak nie uśmiecha się wam podróż w obce kraje, we własnym domu macie Cristóbala de Fonseca O miłości bożej, gdzie przeczytać można wszystko, co najbardziej wymyślny człek zapragnąć może w tym przedmiocie.
Krótko mówiąc, jedynym wysiłkiem waszym będzie wymienić te nazwiska i włączyć w waszą opowieść te historie, o których wam tu mówię, zostawiając mi trud dołączenia przypisów i objaśnień; zapewniam was, że zapełnię marginesy i zużyję cztery arkusze papieru na końcu książki. Przejdźmy teraz do cytatów z autorów, jakie zawierają inne książki, a których waszej brak. Łatwo i temu zaradzić, nic innego nie zostaje do zrobienia, jak wyszukać książkę, która ich wszystkich od A do Z — jak mówicie — wymienia. Potem ten sam spis alfabetyczny umieścicie w waszej książce. I jeśli kłamstwo na jaw wyjdzie niebawem z powodu małej praktyki w posługiwaniu się nimi, to nie ma znaczenia. Może znajdzie się taki nieuk, który pomyśli, że w waszej prostej i szczerej opowieści korzystaliście z nich. A choćby się to na nic innego przydać nie miało, przynajmniej taki obszerny spis autorów doda natychmiast powagi książce. Tym bardziej że nie znajdzie się nikt, kto by chciał sprawdzać, czy wiernie ich przytaczacie, czy nie wiernie, bo mu na tym nie zależy. Tym więcej że o ile dobrze znam się na rzeczy, książka wasza nie potrzebuje nic z tego, czego jej — waszym zdaniem — brak, cała bowiem jest jednym atakiem przeciw księgom rycerskim, o których nigdy ani Arystoteles nie wspomniał, ani św. Bazyli nic nie mówił, ani Cićeron ich nie tykał; i w rachunek jej fantastycznych głupstw nie wchodzi ani ścisłość prawdy, ani obserwacje astrologiczne, ani znaczenia nie mają obliczenia geometryczne, ani zbijanie argumentów, którymi posługuje się retoryka; nie chodzi tu o prawienie nikomu kazania, mieszając ludzkie z boskim, której to mieszaniny żadnemu chrześcijańskiemu umysłowi nie godzi się używać. Powinniście jedynie przy pisaniu korzystać z naśladownictwa dzieł napisanych; im doskonalsze ono będzie, tym lepsze będzie to, co wy napiszecie. A ponieważ wasze dzieło ma na celu jedynie podważanie znaczenia i wpływu, jakie w świecie i wśród ludu mają księgi rycerskie, nie potrzebujecie żebrać sentencji od filozofów, rad od Pisma świętego, pomysłów od poetów, oracji od retorów ani cudów od świętych; należy się starać po prostu za pomocą słów ważkich, przyzwoitych i właściwie użytych, aby wasza wypowiedź i okresy były dźwięczne, uroczyste i barwne, pozwalające uchwycić, o ile możności, waszą intencję i zrozumieć myśli wasze bez zaciemnienia i powikłania. Starajcie się również, aby czytając opowieść waszą smutny się roześmiał, wesołek jeszcze bardziej poweselał, aby się prostaczek nie znudził, wykształcony podziwiał jej pomysłowość, by nie gardził nią człek stateczny, roztropny nie poskąpił jej pochwały. Zaiste, nie żałujcie starań, by zburzyć tę bałamutną machinę ksiąg rycerskich znienawidzonych przez wielu, a przez wielu więcej jeszcze sławionych; jeżeli się to wam uda, będzie to osiągnięcie niemałe.
Autor: Miguel Cervantes